Opinia Głównego Ekonomisty BCC: Kiedy wydatki na armię stają się inwestycją w gospodarkę

17.07.2026

Czy wydatki obronne mogą stać się kołem zamachowym polskiej gospodarki? Dobrym punktem wyjścia do tego pytania jest komunikat PKO Banku Polskiego z 7 lipca 2026 r., wcześniejsze analizy PKO BP i Deloitte oraz raport „Inwestycje w polski przemysł obronny”, przygotowany przeze mnie wspólnie z Wojciechem Decewiczem dla Liberté. Wspólny wniosek jest prosty: sama skala wydatków na armię nie wystarczy. O tym, czy staną się one inwestycją w gospodarkę, zdecyduje ich struktura – importochłonność, krajowa wartość dodana, technologia, serwis, eksport i jakość państwa jako zamawiającego.

PKO BP poinformował w lipcu, że wspiera natowską inicjatywę Call to Action, skierowaną do sektora finansowego i dotyczącą zwiększenia udziału prywatnego kapitału w finansowaniu obronności, bezpieczeństwa i odporności państw NATO. Bank przypomniał też wniosek ze swojego raportu „Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój” z 3 września 2025 r.: modernizacja polskiej obronności może do 2035 r. wygenerować łączny impuls popytowy sięgający niemal 1,3 bln zł.

To miara potencjału, a nie obietnica, że wydatki obronne „same się zwrócą”. Według PKO BP wydatki na sam sprzęt wojskowy do 2035 r. mogą wynieść 641,5 mld zł. Łączny impuls popytowy, obejmujący zakup, utrzymanie i serwis sprzętu, bank szacuje na 1 228,5 mld zł. Szacowany wpływ na PKB ma wynieść 1 301 mld zł w latach 2024-2035, czyli około 38 proc. PKB Polski z 2023 r.

Inaczej działa miliard złotych wydany na gotowy sprzęt kupiony za granicą, a inaczej miliard, który uruchamia krajową produkcję, komponenty, serwis, naprawy, modernizacje, badania i rozwój (B+R), własność intelektualną i eksport. W pierwszym przypadku impuls szybko wypływa z gospodarki. W drugim wzmacnia krajową produkcję, zatrudnienie, podatki i produktywność.

Dlatego w debacie o obronności nie wystarczy pytać, ile Polska wyda. Trzeba pytać o importochłonność, skalę krajowej produkcji, zdolności utrzymania, napraw i modernizacji sprzętu wojskowego, transfer technologii, udział polskich poddostawców oraz eksport – czyli o to, jaka część wydatków zamieni się w krajową wartość dodaną. To kategorie gospodarcze i strategiczne: w czasie pokoju wpływają na PKB, w kryzysie na odporność państwa.

Największym wyciekiem z mnożnika jest import. PKO BP przyjmuje w scenariuszu bazowym, że około 60 proc. sprzętu wojskowego w ramach modernizacji armii będzie pochodziło z importu. Część importu jest konieczna, bo Polska musi szybko uzupełniać luki w zdolnościach obronnych. Ale konieczność importu nie oznacza, że jego skala jest obojętna.

Według symulacji PKO BP spadek importochłonności zakupów sprzętu z 60 proc. do 30 proc. zwiększyłby efekt dla PKB o około 360 mld zł w całym okresie analizy. To jedna z najważniejszych liczb w debacie. Pokazuje, że struktura wydatków może być niemal tak ważna jak ich skala. Przy programie liczonym w setkach miliardów złotych różnica między prostym importem a budową krajowych zdolności przemysłowo-technologicznych i obronnych także idzie w setki miliardów.

Ten wniosek potwierdza badanie Agustína Garcíi Serradora, Davida Sarasy-Floresa i Camilo Ulloi Arizy „Buy Guns or Buy Roses?: EU Defence Spending Fiscal Multipliers”. Autorzy pokazują, że mnożnik wydatków obronnych w Unii Europejskiej nie jest stały: rośnie przy większej przestrzeni fiskalnej i niższej zależności od importu, a przy wysokim deficycie, rosnącym długu i importochłonnych zakupach może spaść do zera, a nawet przyjąć wartości ujemne.

To jest dla Polski ostrzeżenie: zwiększamy wydatki obronne w warunkach wysokiego deficytu, rosnącego długu i znacznego udziału importu w zakupach uzbrojenia. Do podobnego wniosku dochodzi Międzynarodowy Fundusz Walutowy, wskazując, że efekt wydatków obronnych jest silniejszy tam, gdzie importochłonność jest niższa, przestrzeń fiskalna większa, a inwestycje publiczne bardziej efektywne.

Nie chodzi przy tym o prostą opozycję: import zły, produkcja krajowa dobra. Polska potrzebuje kooperacji międzynarodowej, interoperacyjności z sojusznikami i dostępu do najlepszych technologii. Część zakupów zagranicznych jest konieczna. Kluczowe jest jednak to, aby import był powiązany z transferem technologii, udziałem krajowych poddostawców, serwisem, prawami do modernizacji i możliwością rozwoju eksportu.

Właśnie dlatego Polska powinna przejść od polityki zakupowej do polityki zdolności przemysłowo-technologicznych i obronnych. Polityka zakupowa pyta: co kupić, od kogo, za ile i w jakim terminie. Polityka zdolności pyta dodatkowo, co zostaje po transakcji: moce produkcyjne, udział polskich poddostawców, kompetencje serwisowe, transfer technologii i potencjał eksportowy.

Deloitte w raporcie „Inwestycje obronne Polski – przewidywane wydatki na zbrojenia od 2025 r.” szacuje, że łączne wydatki obronne Polski w latach 2025-2035 mogą wynieść około 1,9 bln zł. W osobnej analizie firma wskazuje, że tylko 41 proc. zakupów zbrojeniowych do 2035 r. zostanie fizycznie zrealizowanych w Polsce. To pokazuje, że problemem nie jest już tylko skala nakładów, lecz zdolność polskiej gospodarki do zamiany popytu publicznego w produkcję, podatki, technologię i eksport.

Szczególne znaczenie ma cały cykl życia sprzętu wojskowego. Koszt nie kończy się w momencie dostawy. Wtedy zaczyna się strumień wydatków na części, amunicję, przeglądy, naprawy, modernizacje i szkolenia. Ważne, by te zamówienia nie były kierowane za granicę, bo wtedy Polska płaci nie tylko za sprzęt, ale także za zależność.

Dlatego przy dużych kontraktach nie wystarczy negocjować ceny i terminu dostawy. Trzeba negocjować także miejsce polskich firm w łańcuchu wartości. Montaż końcowy jest lepszy niż sam import, ale nie wystarcza. Ważniejsze są komponenty, integracja systemów, oprogramowanie, serwis, modernizacja i prawa do dalszego rozwoju produktu. W polityce przemysłowej liczy się nie tylko miejsce dostawy, ale miejsce tworzenia wartości dodanej.

Drugim warunkiem jest kapitał prywatny. Sam kontrakt państwowy nie wystarczy, jeśli firmy nie mają finansowania na zwiększenie produkcji. Przedsiębiorstwa muszą sfinansować inwestycje, zapasy, komponenty oraz B+R. Dotyczy to szczególnie małych i średnich firm technologicznych. Często mają kompetencje, ale nie mają bilansu, który pozwala szybko zwiększyć skalę działalności. Bez finansowania pozostaną innowacyjne, ale za małe.

Zmienia się także podejście sektora finansowego do obronności. Przez lata część instytucji ograniczała finansowanie tego sektora ze względu na kryteria środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego (ESG). Po 2022 r. automatyczne wykluczanie całej obronności z finansowania stało się coraz mniej racjonalne: bezpieczeństwo państwa, infrastruktury krytycznej, danych i łańcuchów dostaw jest warunkiem stabilnej gospodarki.

Trzecim warunkiem jest technologia. Polska nie zbuduje suwerenności przemysłowo-technologicznej, jeśli będzie finansować głównie gotowe systemy. Raport PKO BP przypomina, że w 2023 r. wydatki na B+R stanowiły tylko 0,3 proc. polskich wydatków zbrojeniowych. To bardzo niski udział. We Francji i w Niemczech udział B+R w budżetach wojskowych był około dziesięciokrotnie wyższy. Można więc wydawać dużo i nadal nie budować przewagi technologicznej.

Największy potencjał mają dziś technologie podwójnego zastosowania: drony, systemy antydronowe, cyberbezpieczeństwo, łączność, analiza danych, rozwiązania autonomiczne i technologie satelitarne. W tych obszarach przewaga zależy często nie od wielkości państwowego koncernu, lecz od szybkości testowania i modyfikacji produktu. To przestrzeń dla prywatnych firm, uczelni i instytutów badawczych.

Czwartym warunkiem jest eksport. Firma sprzedająca wyłącznie jednemu krajowemu klientowi może funkcjonować dzięki popytowi państwa, ale nie musi być konkurencyjna międzynarodowo. Firma eksportująca musi konkurować ceną, jakością, terminem dostawy, serwisem i finansowaniem. Eksport daje skalę, stabilizuje przychody i obniża koszty jednostkowe.

Eksport uzbrojenia nie pojawia się jako przypadkowy efekt krajowych zamówień. Trzeba go projektować wcześniej – przez standardy, certyfikację, kompatybilność, serwis, finansowanie, dyplomację gospodarczą i zdolność produkcji seryjnej.

Piątym warunkiem jest wykorzystanie europejskich instrumentów finansowych jako narzędzia transformacji przemysłowej, a nie tylko tańszego długu. Dotyczy to zwłaszcza Instrumentu Działań na rzecz Bezpieczeństwa Europy (SAFE). Według Komisji Europejskiej Polska otrzymała w nim największą alokację – 43,7 mld euro. To test, czy Polska wykorzysta skalę własnych potrzeb do wejścia firm w europejskie łańcuchy dostaw. SAFE powinien służyć nie tylko finansowaniu, ale także europeizacji produkcji, wspólnym zamówieniom i budowie większej skali. Pytanie brzmi: czy Polska będzie tylko dużym odbiorcą sprzętu, czy także współproducentem bezpieczeństwa?

Szóstym warunkiem jest odpowiedzialność fiskalna. Wydatki obronne są konieczne, ale nie są fiskalnie darmowe: zwiększają potrzeby pożyczkowe państwa, konkurują z innymi priorytetami i wymagają wiarygodnego finansowania przez wiele lat. Bezpieczeństwo militarne i stabilność finansów publicznych nie są przeciwieństwami. Są dwoma warunkami odporności państwa.

Dlatego potrzebna jest pełna przejrzystość rachunku obronnego. Jeżeli część wydatków jest finansowana przez fundusze poza klasycznym budżetem państwa, nie znika ani dług, ani koszt obsługi, ani ryzyko fiskalne. Zmienia się tylko miejsce księgowania. Państwo powinno pokazywać całość zobowiązań: wydatki budżetowe, fundusze celowe, gwarancje, koszty odsetkowe i pełny koszt cyklu życia sprzętu.

Nie oznacza to, że każdy wydatek obronny musi mieć dodatnią stopę zwrotu dla gospodarki. To byłby zbyt rygorystyczny i błędny wymóg. Część zakupów trzeba realizować ze względów czysto wojskowych, nawet jeśli ich efekt przemysłowy jest niski. Ale przy programie liczonym w setkach miliardów złotych nie można ignorować rachunku makroekonomicznego. Tam, gdzie można zwiększyć krajową wartość dodaną bez osłabienia zdolności wojskowych, trzeba to robić systemowo.

W praktyce potrzebna jest jedna tablica wskaźników dla dużych programów obronnych: krajowa wartość dodana, udział polskich firm, B+R, zakres MRO w Polsce, transfer technologii, potencjał eksportowy, importochłonność i koszt cyklu życia. Bez takich wskaźników debata będzie sprowadzona do pytania o to, ile wydaliśmy. A to nie jest najważniejsze pytanie.

Najważniejsze pytanie brzmi: co po tych wydatkach zostaje? Czy zostaje tylko sprzęt i dług, czy także przemysł, technologia, eksport, produktywność i większa odporność państwa? To jest test dla polskiej polityki gospodarczej w najbliższej dekadzie.

Dlatego 1,3 bln zł to nie obietnica, lecz test jakości państwa jako zamawiającego. Największym błędem byłoby uznać, że samo zwiększenie nakładów rozwiązuje problem. Nie rozwiązuje.

Trwały efekt wydatków obronnych zależy od tego, czy tworzą podaż: firmy zdolne produkować więcej i lepiej, kompetencje technologiczne, polskie miejsca w łańcuchach dostaw, serwis, modernizację i eksport. Dobra polityka obronna musi być zarazem przemysłowa, innowacyjna, finansowa i fiskalna. Musi mierzyć efekty, a nie tylko ogłaszać kontrakty.

Modernizacja armii może być jednym z największych impulsów gospodarczych najbliższej dekady. Ale tylko pod warunkiem, że Polska zbuduje system, który zamienia popyt publiczny w krajową podaż. W przeciwnym razie bilionowa szansa pozostanie w dużej mierze szansą na papierze.

Pełna wersja tekstu >>

 

Paweł Wojciechowski, Główny Ekonomista BCC

Warszawa, 16 lipca 2026

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL