Nakładane przez naszą Unię Europejską sankcje na Rosję są na określony czas. Do tej pory to było 6 miesięcy i gdy zbliżał się termin ich wygaśnięcia Rada ds. Ogólnych, w której zasiadają najczęściej ministrowie ds. europejskich (z Polski min. Ignacy Niemczycki) dokonywała ich przedłużenia. Teraz ten termin przypadał na 23 września, stąd spodziewano się, że dzień wcześniej w końcu dojdzie do porozumienia, które wymaga jednomyślności. I tak się stało, ale zamiast powszechnej radości, pojawił się ….wstyd.
Wszystko z powodu usunięcia z sankcyjnej listy dwóch rosyjskich oligarchów: Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana. Przedstawiciele irlandzkiej prezydencji przekonywali, że należy mówić o sukcesie, bo nie tylko wypracowano jednomyślne stanowisko, ale też tym razem sankcje przedłużono aż o 36 miesięcy, czyli dokładnie do 22 września 2029 roku! Jednak z wielu stron pojawiły się głosy oburzenia. Co zrozumiałe, mocno zareagował na decyzję w sprawie oligarchów minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, który określił ją mianem „haniebnej i nieuzasadnionej”. „Moskwa świętuje, bo osiągnęła swój cel: poczucie bezkarności, upokorzenie UE i podziały wśród Europejczyków” – napisał na platformie X.
Panowie dwaj
Kim są Aliszer Usmanow i Michaił Fridmam, że stoczono o nich tak poważną batalię w Radzie Unii Europejskiej narażając się na słowa krytyki opinii publicznej, irytację Kijowa i radość w Moskwie?
Ten pierwszy urodził się w 1953 roku w Uzbekistanie. Już w 1980 jego kariera biznesowa mogła się załamać, bo został skazany na osiem lat więzienia pod zarzutem przyjęcia łapówki, a także za oszustwa, wyłudzenia i kradzież mienia państwowego. Odsiedział 6 lat po czym został zwolniony warunkowo. Konsekwentnie twierdził, że sprawa miała charakter polityczny i była elementem czystki wymierzonej w jego ojca, który pełnił funkcję prokuratora Taszkientu. W 2000 roku Sąd Najwyższy Uzbekistanu uznał, że sprawa przeciwko niemu została sfabrykowana, a do popełnienia przestępstwa nie doszło…
Jak wielu ludzi związanych z aparatem państwa miał możliwość, by w odpowiednim momencie kupić upadające kopalnie i huty z czasów radzieckich. Skonsolidował je w ramach Metalloinvestu – potężnego konglomeratu przemysłowego, który stał się ważnym światowym producentem rudy żelaza oraz żelaza w postaci brykietów. Już w latach 2012–2014 magazyn „Forbes” uznawał Usmanowa za najbogatszego człowieka w Rosji. Ten sam „Forbes” w swoim rankingu na rok 2026 umieścił go dziesiątym miejscu na liście najbogatszych Rosjan z majątkiem wycenianym na 14,5 miliarda dolarów.
Po pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę już 2022 roku oligarcha został objęty sankcjami przez UE, Wielką Brytanię oraz USA. W uzasadnieniu tej decyzji – co wynika z dokumentów unijnych – mogliśmy się dowiedzieć, że to „czołowy biznesmen sprzyjający Kremlowi, który utrzymuje szczególnie bliskie relacje z Władimirem Putinem”. Jednocześnie napisano, że Usmanowowi „powierzono obsługę przepływów finansowych i że „według doniesień działał jako »słup«… Putina i rozwiązywał jego problemy biznesowe”.
Ważne informacje otrzymaliśmy też z Ukrainy. Władysław Własiuk, ukraiński pełnomocnik ds. sankcji przekazał, że spółki zależne Metalloinvestu dostarczały produkty z rudy żelaza rosyjskim przedsiębiorstwom przemysłowym powiązanym z Urałwagonzawodem czyli producentem czołgów dla rosyjskiej armii! Aliszer Usmanow ma dzisiaj wiele różnych firm, udziałów, działa globalnie. Jak niejeden rosyjski oligarcha ma nieruchomości w Wielkiej Brytanii, a do 2018 roku miał udziały w piłkarskim klubie Arsenal FC.
Michaił Fridmam to obywatel Rosji i Izraela. Jest założycielem konglomeratu inwestycyjnego Alfa Group, prowadzącego kluczowe interesy w sektorach energetycznym i bankowym. Urodził się w 1964 roku we Lwowie na Ukrainie, a karierę zrobił w Moskwie. Już w latach 90-tych uchodził za jednego z najbardziej wpływowych rosyjskich biznesmenów – należał do grupy siedmiu oligarchów, którzy sfinansowali kampanię na rzecz reelekcji prezydenta Borysa Jelcyna w 1996 roku. W 2020 roku jego Alfa Group dysponowała aktywami o łącznej wartości 61,85 mld USD i zatrudniała ponad 26 000 pracowników. W 2022 roku został objęty sankcjami przez Unię Europejską, Wielką Brytanię oraz USA w związku z pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.
Jak wówczas to uzasadniano? Według UE spółka AlfaStrakhovanie – podmiot zależny należącej do Fridmana Alfa Group – „zapewnia ubezpieczenie pojazdów rosyjskiej Gwardii Narodowej (Rosgwardii), której oddziały działają na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy”. Z kolei zdaniem analityków UE „X5 Retail Group – kolejna spółka zależna Alfa Group – współpracuje z firmą Voentorg, która świadczy usługi gastronomiczne i pralnicze oraz dostarcza mundury wojskowe rosyjskim siłom zbrojnym. Grupa ta sprzedaje również koszulki z wojskowym symbolem „Z”, wykorzystywanym przez rosyjską propagandę do promowania prowadzonej przez Rosję wojny napastniczej przeciwko Ukrainie”.
Czy to mało, by panowie byli objęci sankcjami? Przecież z tych powżnych powodów je na nich nałożono. To co się stało? Przyjrzyjmy się dostępnymi informacjami z dyskusji na ten temat.
Kto się wstawił?
Podobno wszystko zaczęło się od listu prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana, który skierował list do premiera Słowacji Roberta Ficy z prośbą o poparcie usunięcia Usmanowa z listy sankcyjnej. W liście Erdoğan określił Usmanowa mianem „uzbeckiego filantropa” i wskazał na działalność charytatywną rosyjskiego oligarchy w Azji Środkowej oraz w świecie tureckim.
Robert Fico rozesłał list do innych stolic państw UE, ale nie było długo odzewu. Aż tu nagle 11 września francuski ambasador przy UE ogłosił, że Paryż popiera słowacką inicjatywę usunięcia Usmanowa z listy sankcyjnej. Przedstawiciele władz w Paryżu uzasadnili tę decyzję względami „bezpieczeństwa narodowego”. Rząd francuski nie podał jednak żadnych dodatkowych szczegółów. Dzisiaj wiemy, że chodziło o …. uwolnienie obywatela Francji, Martina Ryana przetrzymywanego w Azerbejdżanie – kraju, którego władze utrzymują bliskie relacje z Usmanowem. Rzeczywiście dzień po decyzji Rady ds. Ogólnych prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew ułaskawił Ryana!.
Te okoliczności mogą wskazywać, że warto było, że trzeba zrozumieć Francję, która chciała ratować swojego obywatela. Ale byśmy mieli pełny obraz sytuacji, trzeba zajrzeć za kulisy Rady UE. Bo bardzo długo blokowała porozumienie Łotwa. I ostatecznie postanowiła wstrzymać się od głosu, co pozwoliło decyzję o sankcjach przyjąć. Dlaczego? Łotewski premier poinformował, że w następstwie rozmów z prezydentem Emmanuelem Macronem Francja zgodziła się rozpocząć negocjacje w sprawie udziału Łotwy we francuskiej inicjatywie odstraszania nuklearnego…. I znowu, z punktu widzenia Łotwy to pewnie bardzo ważna decyzja.
A jak było z Fridmanem? O wyłączenie go z listy sankcyjnej zabiegał Luksemburg. Poszło o duże pieniądze. Otóż oligarcha postanowił pozwać Luksemburg, domagając się 15 mld euro odszkodowania za zamrożenie jego aktywów w wyniku unijnych sankcji. Obawiano się, że Fridman wygra w sądzie, gdyż były podstawy do takich przypuszczeń. Oto bowiem w kwietniu 2024 roku Michaił Fridman i Piotr Awen (b. minister współpracy gospodarczej z zagranicą Rosji, później prezes Alfa Banku) uzyskali korzystny wyrok sądu Unii Europejskiej (General Court of the Court of Justice of the EU), uchylający decyzje o nałożeniu na nich sankcji, które obowiązywały od lutego 2022 do marca 2023 roku. Sąd uznał, że Rada UE nie przedstawiła wystarczających dowodów na to, iż Fridman i Awen „popierali działania podważające integralność terytorialną Ukrainy, udzielali wsparcia materialnego lub finansowego rosyjskim przywódcom bądź czerpali z tego korzyści”. Była więc groźba, że Fridman uzyska podobny wyrok w sporze z Luksemburgiem i trzeba będzie płacić.
To nie takie proste.
Cała ta sprawa pokazuje, jak to wszystko jest skomplikowane i powiązane. Co więcej, do końca wszystkie analizy dziennikarskie są swego rodzaju spekulacjami, wyciąganiem wniosków z dostępnych informacji. Trzeba bowiem pamiętać, że dyskusje rządów UE na temat sankcji są ściśle poufne, w związku z czym stanowiska poszczególnych państw członkowskich nie są ujawniane. No i w oczach opinii publicznej bardzo źle to wypadło. Przywódcy państw, także Francji i Luksemburga przy każdej okazji, gdy pojawia się temat wojny w Ukrainie powtarzają od lat, że będziemy ten walczący kraj wspierać tak długo, jak to będzie konieczne. A potem mamy takie decyzje, z których wynika, że jak ktoś może się przydać „nam”, to odpuścimy rosyjskiemu oligarsze, nawet jeśli jego biznes wspiera rosyjską armię.
Zresztą nakładaniu 21 pakietów sankcji zawsze towarzyszyły negocjacje, podczas których każdy o swoich interesach myślał. Rząd belgijski długo przeciągał sprawę importu rosyjskich diamentów w trosce o szlifiernie w Antwerpii. Gdy Komisja Europejska chciała szybkiego odcięcia całej Unii od rosyjskiej ropy i gazu, to zaraz odzywały się rządy, dla których było to kłopotliwe. Warto przy tej okazji przypomnieć, że w przypadku gazu całkowity zakaz kupowania go w Rosji będzie dopiero obowiązywał dopiero od jesieni 2027 roku! Do tego czasu kilka państw będzie płacić agresorowi i finansować jego wojnę, żeby tylko wspomnieć znowu Francję i znowu Belgię i dodatkowo Hiszpanię. Tylko w pierwszej połowie tego roku te państwa sprowadziły z rosyjskich zakładów LNG Jamał odpowiednio 3,6 mln, 2,9 mln i 2,7 mln ton. To o ponad 18 procent więcej niż rok temu!
Oczywiście tłumaczą się długoterminowymi kontraktami, których zerwanie groziłoby karami. Naprawdę? Trzeba obawiać się naruszenia umowy z terrorystycznym państwem, który w swoich działaniach naruszył w obszarze norm międzynarodowych wszystko, co możliwe? Trzeba pilnować, by na jesieni 2027 roku raptem nie okazało się, że w tych umowach jest coś jeszcze, co nakazuje je przedłużyć.
Wracając do sankcji. Cała ta opisana historii pokazuje raz jeszcze, że utrzymywanie zasady jednomyślności w sprawach polityki zagranicznej, w tym przy nakładaniu sankcji, zawsze będzie zachęcać pojedyncze kraje do blokowania decyzji, by załatwić coś dla siebie. Możemy się cieszyć, że francuski biznesmen Martin Ryan wrócił do domu, ale pieniądze Aliszera Usmanowa pomogą Putinowi dalej zabijać. Albo prowadzić wojnę hybrydową, której także Francja może być ofiarą.
Maciej Zakrocki







