Determinacja.

23.03.2026

Obserwując od lat unijne debaty o konieczności poprawy konkurencyjności naszej gospodarki i wyciągane z nich praktyczne wnioski, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że tym razem naprawdę jest inaczej. Za głośnymi raportami Letty i Draghiego, debatami w Parlamencie Europejskim, konkluzjami z ostatnich dwóch-trzech szczytów Rady Europejskiej idą działania. Rośnie też presja ze strony samych rządów, które zwykle hamowały ambicje Komisji Europejskiej i Parlamentu, by tym razem rzeczywiście wyjść poza gadanie.

System 28.

Jeszcze przed czwartkowym szczytem Rady Ursula von der Leyen przedstawiła szczegóły czegoś, co ma nazwę 28. system prawny dla spółek. To nawiązanie do liczby państw UE i zwrócenie uwagi, że mimo ponad 30 lat jednolitego rynku, swobody przepływu dóbr i usług, ciągle mamy 27 systemów. Ten 28 ma być jednym systemem dla wszystkich. Udowadniając, że Komisja rozumie problemy i skalę wyzwań pani przewodnicząca zaczęła prezentację od bardzo obrazowego stwierdzenia: Dziś, za dotknięciem palca, kapitał przemieszcza się – natychmiast. Dane podróżują po całym świecie w ciągu kilku sekund. Jednak w Europie założenie firmy lub rozpoczęcie działalności w innym kraju w ramach jednolitego rynku może nadal trwać tygodnie, a nawet miesiące. Bariery wewnątrz Europy szkodzą nam bardziej niż cła zewnętrzne. W całej Unii przedsiębiorcy, którzy chcą się rozwijać, są pierwszymi ofiarami fragmentacji przepisów. Zamiast jednego rynku, mają do czynienia z 27 systemami prawnymi i ponad 60 krajowymi formami spółek. A konsekwencje są realne.

Unijny, 28. system (nie wiem czemu po 28 jest stawiana kropka!) tworzy jednolite europejskie ramy prawne dla firm. Ma to być prosty zestaw przepisów, które będą obowiązywały na całym wspólnym rynku. Zakładanie i rozwijanie firm będzie proste i szybkie. Każdy przedsiębiorca będzie mógł założyć firmę w ciągu 48 godzin z dowolnego miejsca w Unii Europejskiej, w pełni zdigitalizowaną, za mniej niż 100 euro i bez minimalnego kapitału zakładowego. Sednem tej propozycji jest prosta zasada: „tylko raz”. Firmy będą przekazywać swoje dane organom publicznym tylko raz. Informacje te będą następnie automatycznie udostępniane odpowiednim organom administracji, od rejestrów przedsiębiorstw po urzędy skarbowe i ubezpieczenia społeczne – wszystko, co tylko zechcesz. Te dane zostaną zapisane i będą łatwo dostępne w nowym rejestrze przedsiębiorstw unijnych, które mają siedzibę w Unii Europejskiej. Wszystko będzie obsługiwane przez tzw. Europejski Portfel Biznesowy. Co jeszcze?

Nowy system ułatwi firmom pozyskiwanie talentów, których z pewnością nie brakuje w Europie. Nasz kontynent jest potęgą innowacji. Prawie jedna czwarta światowych publikacji naukowych pochodzi z Unii Europejskiej, a na wczesnym etapie rozwoju mamy więcej startupów niż jakikolwiek inny region na świecie – przekonywała pani von der Leyen. To też prawda. Tyle, że problemem jest ten późniejszy etap, bo często się okazuje, że firma przenosi się do USA. Teraz mają być mechanizmy zatrzymujące najlepszych, ma być lepsze środowisko dla wyjątkowych talentów i trudniejsze dla wrogich przejęć. Pani przewodnicząca przekazała jeszcze jedną, obiecującą informację: W biznesie porażka nie powinna być końcem drogi, lecz częścią podróży. W naszym systemie chcemy nagradzać przedsiębiorczość i uczynić ją mniej ryzykowną. Dlatego w pełni zdigitalizujemy procedury upadłościowe i wprowadzimy przyspieszoną procedurę upadłościową dla startupów. Aby przedsiębiorcy mogli łatwiej zacząć od nowa.

Obiecanki, cacanki?

Brzmi jak bajka, niemożliwe, obiecanki cacanki? Okazuje się, że nie! Minęły niecałe dwa dni od tej prezentacji, kiedy to w Brukseli spotkali się szefowie państw i rządów. Agenda na Radę była bardzo obfita, przede wszystkim za sprawą Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu, którzy rozpoczęli wojnę z Iranem nie mając raczej planu jak ją skończyć. A że spowodowali kryzys paliwowy ze wszystkimi możliwymi, głównie negatywnymi konsekwencjami dla świata, to trudno! Trzeba było się zatem zastanowić nad reakcją na wzrost cen paliw, a co za tym idzie energii, bo stąd do spowolnienia gospodarczego czy wzrostu inflacji droga jest bliska. Liderzy postanowili połączyć ten element z innymi, ku uciesze Antonia Costy, który od dawna planował, że marcowa Rada Europejska będzie o poprawie konkurencyjności unijnej gospodarki.

I cóż Rada postanowiła? Zacznijmy od wspomnianego wyżej 28. systemu prawnego dla spółek. W konkluzjach ze szczytu na ten temat napisano tak: Rada Europejska apeluje, aby wysoki priorytet nadać następującym środkom:

a) 28. system prawny dla spółek, aby pomóc europejskim przedsiębiorstwom, w szczególności innowacyjnym przedsiębiorstwom, MŚP i przedsiębiorstwom typu start-up, w prowadzeniu i zwiększaniu skali działalności na całym jednolitym rynku w sposób prosty i w oparciu o zasadę domyślnej cyfrowości. Ten fakultatywny zharmonizowany system dla przedsiębiorstw powinien zostać uzgodniony przez współprawodawców do końca 2026 r. na podstawie wniosku Komisji z 18 marca 2026 r.;

Współprawodawcy to członkowie Rady Unii Europejskiej i Parlament Europejski. To tam, na podstawie dokumentu Komisji Europejskiej tworzy się szczegóły unijnego prawa. Rządy nalegają, by w obu tych instytucjach ostro zabrano się za ten temat, by go zamknąć do końca roku! To naprawdę duże tempo.

W tym zapale do poprawiania konkurencyjności naszej gospodarki mamy wręcz zalew zadań, jakie przywódcy państw i rządów postawili Komisji Europejskiej, a potem owym „współprawodawcom”. Części z nich w dokumencie końcowym nadano „wysoki priorytet”, co oznacza, że żarty się skończyły.  Skupię się tylko na kilku przykładach, tych, które w potocznym nawet odbiorze są wielką uciążliwością dla przedsiębiorców.

Już bez zwłoki

Ma szybko powstać prosty, ujednolicony i dobrowolny system zgłoszeń elektronicznych w odniesieniu do transgranicznego świadczenia usług, aby zmniejszyć obciążenia administracyjne w przypadku tymczasowego delegowania pracowników do innych państw członkowskich i aby zapewnić prawa tych pracowników. Tu Rada wyznaczyła ekspresowy termin, bo system ten ma być uzgodniony przez współprawodawców do czerwca tego roku. Jedna z podstawowych wolności w UE jaką jest swoboda przepływu pracowników ma także zostać ulepszona. Rada żąda usprawnienia przepływu przez poprawę wzajemnego uznawania kwalifikacji zawodowych i zwiększenie możliwości transgranicznego przenoszenia kwalifikacji oraz umiejętności. Ma w tym pomóc cyfryzacja danych, a szczegóły jak to zrobić Komisja ma przedstawić do jesieni tego roku!

Rada Europejska domaga się także ułatwień w swobodnym przepływie towarów poprzez zajęcie się – na podstawie wniosku Komisji, który ma zostać przedstawiony do końca 2026 roku – „kwestią rozdrobnionych wymogów dotyczących etykietowania i opakowań produktów, m.in. dzięki rozwiązaniom cyfrowym. Powinno to również zaradzić negatywnym skutkom terytorialnych ograniczeń dostaw, które to ograniczenia powodują rozdrobnienie jednolitego rynku.

Przywódcy ponownie zażądali przyspieszenia działań na rzecz uproszczeń przepisów, których jest za dużo, często się powielają i zabierają przedsiębiorcom za dużo czasu w codziennej pracy. Dlatego w punkcie 35 konkluzji mamy taki zapis: Rada Europejska wzywa Komisję, współprawodawców i państwa członkowskie do dalszego ambitnego upraszczania przepisów i zmniejszania obciążeń administracyjnych na szczeblu unijnym, krajowym i regionalnym, tak by zapewnić ramy regulacyjne, które sprzyjają zarówno innowacjom, jak i MŚP, m.in. poprzez zastosowanie zasady „najpierw myśl na małą skalę”, bez podważania przy tym przewidywalności, celów polityki UE, wysokich standardów ani integralności jednolitego rynku.

Dalej w dokumencie dominują określenia: Rada pilnie wzywa współprawodawców do utrzymania tempa i uproszczenia obowiązujących przepisów.  Rada domaga się od Komisji Europejskiej przedstawienia kolejnych inicjatyw zbiorczych i innych inicjatyw uproszczeniowych. Rada wzywa do dokładnego przeglądu przepisów dorobku prawnego UE w celu wyeliminowania przepisów nieaktualnych, nakładających się na siebie, niespójnych i zbędnych.

Moją uwagę zwrócił jeszcze jeden zapis, który jest chyba pierwszym tak oficjalnym uderzeniem się w rządowe piersi. Bo wszyscy lubią narzekać na unijne regulacje, dziesiątki przepisów, niepotrzebne dyrektywy. Rzadko rządy, parlamenty narodowe przyznają, że wprowadzając unijne przepisy do krajowego porządku prawnego dokonują tzw. gold platingu. Jest to zjawisko nadregulacji, czyli wdrażania przepisów UE w sposób bardziej rygorystyczny, rozbudowany lub kosztowny, niż wymaga tego sama dyrektywa. I co czytamy w konkluzjach ze szczytu? Punkt 35 f: Rada wzywa państwa członkowskie, aby przy transpozycji i wdrażaniu unijnych przepisów unikały wdrażania nadmiernie rygorystycznego i nieproporcjonalnych wymogów krajowych.

Decydują ceny energii

Ktoś powie, ale co nam po tym wszystkim, po tych uproszczeniach, deregulacjach, usuwaniu powielających się przepisów. I tak leżymy w konkurencji ze światem z powodu wysokich cen energii, które wynikają ze złych przepisów UE, w szczególności ze słynnego ETS. Tu wkraczamy mocno na polskie podwórko, bo opozycja zaczęła żądać od premiera Donalda Tuska, by załatwił co najmniej głęboką rewizję Systemu Handlu Emisjami i likwidację planów z ETS2, który dotyczy budownictwa i transportu. To oczywiście typowa gra polityczna, bo przecież wiadomo, ze premier żadnego rządu nie może sam „załatwić” takich spraw, tym bardziej, że wielu innych przywódców jak i Komisja Europejska widzą w ETS wiele pozytywów. Dwa słowa przypomnienia: system ma zasadę, że ten kto emituje CO2 – płaci. Pieniądze stąd uzyskane miały trafiać do budżetów państw i służyć transformacji energetycznej w stronę ograniczania emisji.

Głośna u nas dyskusja polityczna o ETS, jako tym czarnym ludzie UE spowodowała przypomnienie ciekawych danych. Otóż z raportu NIK z października 2024 roku wynika, że w latach 2013-2025 do polskiego budżetu wpłynęło z tytułu licytacji uprawnień do emisji około 138,6 miliardów złotych! Czyli mieliśmy mnóstwo pieniędzy na modernizację energetyki, by była mniej emisyjna, a co za tym idzie, by energia była tańsza. Okazało się jednak, że na ten cel przeznaczono zaledwie 1,3% tej kwoty (!), a resztę przekazano na bieżące wydatki państwa. To ETS jest zły, czy sposób z jego korzystania? W sporze politycznym tego typu argumenty znikają z pola widzenia, a ważniejsze jest czy premier Tusk umie coś „załątwić” czy nie.  

Jakie mamy w tej sprawie postanowienia Rady Europejskiej? Komisja Europejska ma najpóźniej do lipca 2026 roku przedstawić przegląd systemu handlu emisjami (ETS) z myślą o ograniczeniu zmienności opłat emisyjnych i złagodzeniu jej wpływu na ceny energii elektrycznej. Jednocześnie podkreślono, że należy utrzymać zasadniczą rolę ETS w transformacji klimatycznej i energetycznej dzięki rynkowemu sygnałowi cenowemu dotyczącemu emisji dwutlenku węgla pobudzającemu inwestycje i innowacje.

ETS do przeglądu

Już na konferencji prasowej po szczycie Ursula von der Leyen precyzowała: Po pierwsze, zaktualizujemy wskaźniki referencyjne dla bezpłatnych przydziałów i uwzględnimy obawy przemysłu. Po drugie, zwiększymy siłę Rezerwy Stabilności Rynku, aby zmniejszyć zmienność cen. Środki te zostaną wprowadzone w ciągu najbliższych dni. Następnie przeanalizujemy środki średnioterminowe. To jest trzeci punkt, nad którym – jak państwo wiedzą-  pracujemy w ramach przeglądu ETS. Ale czy Polska, która się w końcu zmienia, ale która nadal blisko połowę energii produkuje z węgla może liczyć na szczególne wsparcie? Ponownie pani von der Leyen: Zaproponowałam instrument o nazwie Wsparcie Inwestycyjne ETS. Będzie on dysponował budżetem w wysokości 30 miliardów euro, finansowanym z 400 milionów uprawnień do emisji w ramach ETS. Celem jest finansowanie projektów dekarbonizacji.  

Przewodnicząca Komisji postawiła jednocześnie dwa warunki: szybkość, czyli kto pierwszy przyjdzie z gotowym projektem, ten pierwszy dostanie pieniądze, oraz solidarność, czyli gwarantowany dostęp do środków dla państw o niższych dochodach. Polska jest jednym z głównych adresatów tego drugiego kryterium.

Czy to mało czy dużo, jeśli chodzi o „załatwienie” sprawy ETS przez premiera? Odpowiedź zostawiam politykom, bo dużo bardziej ważne jest, by skorzystać z wyciągniętej ręki, a nie znowu przespać, wydać na coś innego, a potem narzekać na Unię i jej ETS. Ale na pewno warto zwrócić uwagę na tę nieobecną od zawsze determinację w naszej Unii Europejskiej, by poprawiać, zmieniać, odpowiadać na wyzwania czasu. Wszystkiego nie da się zmieścić w jednym tekście, ale chcę odnotować jeszcze wolę zakończenia budowy unii bankowej, by stworzyć wreszcie zgodne z potencjałem warunki do finansowania inwestycji z miliardów euro, które są, ale które leżą niewykorzystane. Tak więc dzieje się i tym razem nie są to tylko słowa.

Maciej Zakrocki

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL