Nie każda „okazja” inwestycyjna jest warta ryzyka. Inwestorzy wobec wyrafinowanych form oszustw

01.04.2026

Inwestorzy zazwyczaj starannie wybierają instrumenty finansowe dążąc do ponadprzeciętnej stopy zwrotu. Obecnie muszą równie uważnie szukać zaufanych partnerów i źródeł informacji. W cyfrowym świecie pojawiają się bowiem nowe formy oszustw, na przykład gdy ktoś podszywa się pod znanego eksperta, używając jego nazwiska, głosu oraz twarzy. Co jeśli platformy cyfrowe nie mają zasobów lub chęci, by temu przeciwdziałać?

Zagrożenia związane z rozpowszechnieniem się sztucznej inteligencji przyciągają równie dużo, jeśli nie więcej uwagi, niż korzyści. Nie bez powodu: ta technologia daje oszustom perfekcyjne narzędzie do podszywania się, podrabiania dokumentów i skutecznego wyłudzania pieniędzy.

To nie jedyne, co skłania do czujności podczas przeglądania mediów społecznościowych. Platformy cyfrowe wykazują się bowiem niską skutecznością blokowania oszustw, a niektóre rządy przymykają oko na zorganizowane grupy scammerów. Na co powinien zwrócić uwagę inwestor zalewany codziennie pozornymi okazjami?

“Okradł mnie czołowy ekspert Financial Times”

Znane z prasy wyłudzenia „na wnuczka” w sieci przyjmują bardziej wyrafinowaną formę deepfake’a, czyli spreparowanego materiału, najczęściej wideo, w którym znana osoba reklamuje fałszywą usługę lub promuje „swoją” twarzą dostęp do rzekomo ekskluzywnej grupy inwestycyjnej. Za zakup, dołączenie czy poradę pobierana jest oczywiście opłata. Ofiary oszustwa mogą przez długi czas nie zdawać sobie sprawy z fałszerstwa, ponieważ są zalewane kolejnymi wiadomościami czy filmami z niezwykle wiernie oddanym głosem, wyglądem, a nawet mimiką podrobionego eksperta lub celebryty.

Twarzą a zarazem ofiarą takiej pseudo-kampanii stał się ponad rok temu Martin Wolf, główny komentator ekonomiczny Financial Times. Od marca 2025 r. na Facebooku i Instagramie jego wizerunek zaczął być wykorzystywany, aby promować grupy na WhatsAppie oferujące tak zwane porady inwestycyjne.

Niepokojący jest fakt, że nawet tak znana marka jak FT miała trudności z usunięciem fałszywego awatara Martina Wolfa. Reklamy z deepfake’ami dziennikarza stale powracały w liczbie nawet kilkuset dziennie, mimo własnych prób wykorzenienia tego zjawiska i powiadomienia Mety.

Właściciel Facebooka, Instagrama i WhatsAppa, miał próbować usunąć te fałszywe reklamy, ale rozwój narzędzi oraz metod oszustów miał uniemożliwić pełne poradzenie sobie z problemem. Wolf wskazuje jednak, że ta i podobne korporacje mają ogromne zasoby, które w teorii powinny pozwolić łatwo zaradzić oszustwom[1]. Ponadto, reklamy finansowe można poddać znacznie głębszej weryfikacji. Niezależnie od przyczyny, podobne oszustwa wciąż krążą w sieci.

Scamy na skalę przemysłową

Niestety istnieją też inne przesłanki świadczące o tym, że zaawansowane formy oszustw nie znikną, a wręcz mogą się dalej rozpowszechniać. Jak donosi The Guardian[2], w Południowo-Wschodniej Azji istnieją duże centra działania oszustów, których nie udaje się wyplenić lokalnym władzom.

Jednym z nich był KK Park w Mjanmie. Jego przykład szczególnie dobrze pokazuje złowrogą stronę tego procederu: spośród dziesiątek tysięcy ludzi, którzy pracowali w nim na przestrzeni czasu, wielu miało znaleźć się tam na skutek handlu ludźmi. Dotyczy to zresztą znacznej części ok. 120 tys. osób, które mają pracować w przemyśle scammerskim w Mjanmie.

KK Park został końcem 2025 r. zamknięty wskutek policyjnego nalotu, ale wiele wskazuje na to, że podobne akcje są tylko fasadowe. Cyfrowe oszustwa są po prostu zbyt opłacalne w tamtym regionie, przynosząc 10,9, 12,8 i 15,3 miliarda dolarów zysku, odpowiednio w Laosie, Kambodży i Mjanmie. Te kwoty to odpowiedniki od 23% do nawet 68,5% PKB tych państw. W Południowo-Wschodniej Azji istnieje więc znacząca zachęta finansowa do cichego przyzwolenia na fałszerstwa, a niektórzy członkowie tamtejszych rządów okazywali się wręcz współwinni procederowi.

Powrót do zaufania

Obecnie inwestorzy powinni zwracać szczególną uwagę na rzetelność używanych platform. Właściciele inwestycyjnych grup na WhatsAppie często podają się za światowej klasy ekspertów i obiecują ogromne zyski, podczas gdy tak naprawdę próbują wyłudzić pieniądze – czy to w postaci opłaty, czy celem stworzenia presji na zakup akcji, która ma wzmocnić ich własny portfel.

Wobec tego, warto zawsze porównać napotkane informacje z rzetelnym źródłem wiedzy takim jak np. Dom Maklerski Freedom24. Jako regulowana instytucja finansowa Freedom24 rzetelnie przekazuje informacje zarówno o potencjalnych możliwościach inwestycyjnych jak również o ryzykach. Przede wszystkim pozwala na samodzielne sprawdzenie danych instrumentów finansowych i niezależną analizę przez inwestorów. Taka analiza jest podstawą do podjęcia decyzji przez inwestora, który jako decydent bierze ostateczną odpowiedzialność za swoje transakcje.  

Zalety platform takich jak Freedom24 tkwią przede wszystkim w umocowaniu prawnym. Dzięki temu inwestor może mieć pewność, że dostępne dane są obiektywne i nie służą ukrytym celom, czego nie można powiedzieć o WhatsAppowych grupach „eksperckich”.

W dobie AI, deepfake’ów i szczegółowo zaplanowanych oszustw, należy ze szczególną rozwagą inwestować posiadane środki. Oczywiście nie można całkowicie odgrodzić się od social mediów i reklam, ale własna analiza oraz pomocne narzędzia niezależnych platform inwestycyjnych mogą zdecydowanie podnieść bezpieczeństwo.

Piotr Baszak, Freedom24

[1] https://www.ft.com/content/80d9c4f8-653d-4f8c-89b8-b4d1e183a134?syn-25a6b1a6=1

[2] https://www.theguardian.com/technology/2025/dec/02/scam-state-multi-billion-dollar-industry-south-east-asia

 

 

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL