Działamy na ręcznym.

16.02.2026

Dawno nie było takiej kumulacji debat o poprawie konkurencyjności unijnej gospodarki i zakończeniu budowy jednolitego rynku jak w ostatnim tygodniu. W środę 11 lutego rankiem ponad cztery godziny w Parlamencie Europejskim, popołudniu  w Antwerpii podczas Industrial Summit, w czwartek przez cały dzień na nieformalnym szczycie UE w belgijskim XVI wiecznym zamku Alden Biesen. Przypadek czy determinacja, by przejść od analiz, raportów, danych statystycznych do czynów?

W potocznej świadomości dużo kłopotów stworzyła unijna biurokracja zasypując biznes tysiącami regulacji, norm, przepisów, zgodnie z którymi trzeba jeszcze prowadzić czasochłonną i kosztowną sprawozdawczość. I jest w tym sporo prawdy. Ale też warto podkreślić, że były podejmowane działania w przeszłości, które miały to zjawisko zredukować. Szczegółowo opisałem to w tekście „Deregulacja, głupcze” z marca 2025 roku przypominając pakiet uproszczeń drugiej Komisji Barroso czy plan Junckera. W ostatnim czasie też już „coś” się robi, żeby tylko przywołać tzw. omnibusy Komisji Ursuli von der Leyen, których jest już 10, ale z których na razie 3 są po przejściu procesu legislacyjnego. Nad pozostałymi ciągle trwa praca w Parlamencie Europejskim i Radzie.

Ale mamy też inny, bardzo poważny problem, który w mniejszym stopniu jest nam uświadamiany, bo przecież łatwiej jest zrzucać winę na jakąś bliżej nie określoną „Brukselę”, niż uderzyć się we własne piersi. Tymczasem unijne regulacje to część problemu i kto wie, czy nie mniejsza. Jesteśmy bowiem ciągle w reżimie praw i reguł 27 państw członkowskich, które w wielu obszarach nie chcą oddać swoich kompetencji na poziom Wspólnoty. Przewodnicząca Komisji Europejskiej podczas debaty parlamentarnej mówiła:  „Pozwólcie, że podam przykład. Ciężarówka w Belgii może ważyć do 44 ton. Ale jeśli przekroczy granicę z Francją, może mieć już tylko do 40 ton. W czerwcu 2023 roku zaproponowaliśmy przepisy mające na celu harmonizację tych reguł. Prawie dwa lata później wciąż są one przedmiotem dyskusji”. A już rozbawiła całą salę plenarną mówiąc: „zróżnicowane praktyki krajowe niepotrzebnie komplikują sprawę. Niektóre państwa członkowskie akceptują na przykład korespondencję wyłącznie faksem. W zależności od przepisów obowiązujących w poszczególnych krajach, uzyskanie zgody władz może zająć przedsiębiorcom kilka miesięcy”.

Wszyscy się śmiali, choć przecież nie jest to śmieszne. Ważne, że w samym gmachu Komisji Europejskiej świadomość konieczności deregulacji jest już duża. Ursula von der Leyen przywołała opinię Międzynarodowego Funduszu  Walutowego, wg której bariery międzypaństwowe w naszej Unii są trzy razy wyższe niż w USA. „Jak więc możemy konkurować na równych zasadach? Mamy drugą co do wielkości gospodarkę świata, ale działamy z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Dobra wiadomość jest taka: można to naprawić. Potrzebujemy jednak pełnego skupienia się na jednolitym rynku” – mówiła. Do tego oczywiście konieczna będzie presja na rządy, a z ich strony wola przerzucenia większości regulacji na poziom wspólnotowy. Pierwszym testem będzie ich reakcja na pomysł Komisji pod nazwą 28 system (reżim) prawny.

Pojawił się on w Kompasie Konkurencyjności. Chodzi w nim o to, by umożliwić innowacyjnym przedsiębiorstwom korzystanie z jednolitego, zharmonizowanego zbioru ogólnounijnych przepisów, m.in. w zakresie istotnych aspektów prawa spółek, prawa upadłościowego, prawa pracy i prawa podatkowego. Ten pomysł pochodzi z głośnego raportu Enrico Letty z 2024 roku, występuje tam jako główne zalecenie mające na celu wzmocnienie jednolitego rynku i usunięcie barier wewnętrznych. Projekt ma szerokie poparcie w Parlamencie Europejskim, który w końcu stycznia przyjął swoje stanowisko i liczy, że jego rekomendacje znajdą się w ostatecznej propozycji legislacyjnej Komisji Europejskiej, która ma się pojawić jeszcze w pierwszym kwartale 2026 roku. Opowiada się za stworzeniem jednego pakietu przepisów dla start-upów i scale-upów. 

Zdaniem parlamentarzystów to właśnie przede wszystkim te firmy, czyli start-upy powinny mieć możliwość szybkiego założenia działalności. Już podczas debaty 11 lutego Ursula von der Leyen zapewniała: „Nazywamy go EU Inc., jednolity i prosty zbiór przepisów, który będzie bezproblemowo obowiązywał w całej Unii, aby firmy mogły znacznie łatwiej prowadzić działalność w państwach członkowskich. Nasi przedsiębiorcy będą mogli zarejestrować firmę w dowolnym państwie członkowskim w ciągu 48 godzin – w pełni online. EU Inc. ułatwi dostęp do finansowania w fazie rozruchu i skalowania. EU Inc. umożliwia płynne operacje transgraniczne i szybką likwidację – w przypadku upadku firmy. To jest właśnie tempo, którego potrzebujemy. I to jest „Europa ułatwiona”.

Dla naszej debaty krajowej warto przywołać głos Bogdana Rzońcy, posła do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, który o pomyśle mówił tak: „Jest 27 krajów w Unii Europejskiej, a każdy z nich ma własne prawo związane z funkcjonowaniem gospodarczym. To trzeba zmienić i ujednolicić zasady dostępu do startu gospodarczego”. Daje to nadzieję na bezproblemowe przejście tego pomysłu przez legislacyjny młyn.

Kolejna sprawa do załatwienia dotyczy rynków kapitałowych. Narzekamy na Unię i często przywołujemy Stany Zjednoczone, że tam jest lepiej, łatwiej i dlatego część firm z Europy szuka szczęścia w USA. Bo tam mają jeden system finansowy, jeden kapitał finansowy i garstkę innych centrów finansowych. Oczywiście Ci narzekający na hasło „zbudujmy Stany Zjednoczone Europy” reagują alergicznie i narzekają, że w Unii mamy nie tylko 27 różnych systemów finansowych, z których każdy ma własny organ nadzoru. Ale także ponad 300 platform obrotu w całej Unii. „To fragmentacja na sterydach” – obrazowo opisała problem Ursula von der Leyen.  

A po nieformalnym szczycie UE w zamku Alden Biesen na konferencji powiedziała coś bardzo interesującego: „Zgodziliśmy się również, że do zbudowania jednego rynku potrzebny jest nie tylko 28 system, ale także Unia Oszczędnościowo-Inwestycyjna, jeden głęboki i płynny rynek kapitałowy. I tutaj uzgodniliśmy, że chcemy zakończyć pierwszy etap Unii Oszczędnościowo-Inwestycyjnej, który obejmuje integrację rynku, nadzór i sekurytyzację, do czerwca. Jeśli do tego czasu nie będzie wystarczających postępów, rozważymy wprowadzenie wzmocnionej współpracy”. Zwracam uwagę na „do czerwca”, bo to dla unijnych młynów tempo zawrotne, ale może świadczyć o tak potrzebnej dzisiaj determinacji. Co więcej – zapowiedź wprowadzenia „wzmocnionej współpracy” oznacza, że dosyć szukania jednomyślności, kiedy nie można zadowolić wszystkich. Bo to jest właśnie to „zaciąganie hamulca ręcznego”: ktoś mówi nie, a cały blok drepcze kolejne lata w miejscu.

Co więcej ten mechanizm ma „walor przyciągania”. By taką współpracę zainicjować musi być chętnych co najmniej 9 państw. Pozostałe mogą natomiast uczestniczyć w posiedzeniach takiej grupy, ale oczywiście nie podejmują decyzji. Widząc jednak, że taka wzmocniona współpraca daje dobre efekty, można w każdej chwili dołączyć! Natomiast „plusem ujemnym” jest pojawianie się kolejnych prędkości integracji dla grupy państw, co dla spójności Unii dobre nie jest.  

A co z energią, a dokładniej jej cenami? Podczas debaty w Parlamencie Europejskim niemal wszyscy jej uczestnicy od centrum na prawo podkreślali, że tu akurat dużo złego wynika z „zielonej” polityki UE. Znowu niewielu chce pamiętać, że wszystkie decyzje w tej sprawie znalazły poparcie wymaganej większości rządów i ponad połowy składu PE. Komisja Europejska – nigdy dość przypominać – składa jedynie propozycje, zresztą najczęściej są one konsekwencją decyzji Rady czyli rządów, które w konkluzjach ze swoich posiedzeń podsuwają Komisji kierunki działań. Ale jak przychodzi do szukania winnego, lepiej wskazać na KE, „Brukselę” niż na własny rząd.

Akurat Nicola Procaccini, współprzewodniczący Grupy Konserwatystów i Reformatorów (jest w tej rodzinie PiS, a drugim współprzewodniczącym jest Patryk Jaki) w swoi wystąpieniu mówił najczęściej „my”, mając zatem świadomość procesu podejmowania decyzji. „Musimy znieść cła, które sami na siebie nałożyliśmy. Mam na myśli przesadę Zielonego Ładu, który stanowi ogromne obciążenie dla konkurencyjności, innowacji i kosztów utrzymania. Inflacja cen jest napędzana kosztami energii, które dodatkowo obciążyliśmy miażdżącym ciężarem jakim są uprawnienia do emisji CO2, mimo że w sumie emisje Europy są obecnie znikome w porównaniu z resztą świata”.

Słynny ETS czyli system handlu emisjami ma być wkrótce zrewidowany, natomiast ETS2, który obejmuje emisje z transportu i budownictwa może zostanie wręcz zastopowany, albo co najmniej mocno okrojony. Ale też nie ma co popadać w przesadę. To, że tak wolno Polska modernizuje swoją energetykę, często wydając pieniądze z ETS na inne cele niż transformacja energetyczna nie może być wystarczającym powodem, by wszystko zrzucać na unijny system. Ursula von der Leyen przypominała: „Prowadziliśmy intensywną dyskusję na temat wpływu odnawialnych źródeł energii na środowisko biznesowe  w zeszłym roku, gdzie średnio koszt energii odnawialnej wynosił 34 euro za megawatogodzinę. Energia jądrowa kosztuje 50–60 euro za megawatogodzinę, a gaz 100 euro za megawatogodzinę”.  Wg danych za 2025 rok w Polsce 1 megawatogodzina wytworzona z węgla kosztowała blisko 180 euro włączając w to koszt emisji! Trudno być konkurencyjnym, ale może to powinien być impuls do przyspieszenia przejścia na zieloną i jądrową energię? Dużo się dzieje, ale może dałoby się szybciej?

Nie dogonimy wreszcie świata nie rozwijając sektora cyfrowego. Jest zgoda liderów UE, by szybko porozumieć się co do ustawy o sieciach cyfrowych. Trzeba to widzieć razem z także opracowywanym już pakietem suwerenności technologicznej. Obejmuje on ustawę o chipach 2.0 oraz ustawę o rozwoju chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji. Podsumowujący szczyt w zamku Alden Biesen jego organizator Antonio Costa zwrócił uwagę na jednomyślność przywódców państw, że w niektórych sektorach, takich jak telekomunikacja, „powinniśmy zezwolić na pewien stopień konsolidacji firm, aby osiągnąć wymagany poziom inwestycji i innowacji. Powinno to być częścią swoistej umowy społecznej. Aby zapewnić, że skonsolidowane firmy będą inwestować więcej i wprowadzać więcej innowacji. Liderzy chcą, aby w strategicznych sektorach wyłonili się prawdziwi europejscy liderzy”.

Do tej listy spraw do załatwienia należy jeszcze dorzucić handel, w którym akurat dzieje się ostatnio dużo, choć jak w przypadku umowy z państwami Mercosuru zabrakło chyba rzetelnej informacji na szczeblu wspólnotowym jak i krajowym. Jednak nowy model świata, jaki się wyłania powinien podpowiadać Europie rozwijanie handlu na cywilizowanych zasadach z „podobnie do nas myślącymi” partnerami. Lider Europejskiej Partii Ludowej, Manfred Weber podczas debaty w PE wrócił do decyzji izby o odesłaniu umowy do TSUE: „Politycznym błędem większości Parlamentu Europejskiego było skierowanie głosowania w sprawie Mercosuru do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Nawet ci, którzy sprzeciwiają się Mercosurowi, powinni raczej mówić: chcę głosować, a nie zwracać się do TSUE. Ale decyzja już zapadła. Uważam, że Mercosur to porozumienie antytrumpowskie. Jeśli Ameryka chce zamknąć swoje podwoje, to my chcemy otworzyć rynki, dlatego my w EPL popieramy natychmiastowe wdrożenie porozumienia Mercosur”.

To apel do Komisji Europejskiej, by zwróciła się do rządów o zgodę na tymczasowe stosowanie umowy, nie czekając na opinię TSUE. Prawo UE na taką opcję pozwala, a zdaniem przewodniczącego Antonio Costy, Rada może nie wprost, ale jednak już wyraziła swoją zgodę na grudniowym szczycie. Po nieformalnym spotkaniu w Alden Biesen pan przewodniczący w tej sprawie dodał: „Panuje jednomyślność co do tego, że Europa jest otwarta na handel, a ambitna i pragmatyczna polityka handlowa, skoncentrowana na dywersyfikacji, leży w naszym wspólnym interesie i musimy nadal wspierać doskonałą pracę Komisji Europejskiej”.

Podsumowując można powiedzieć, że chyba tym razem nie będzie już „jak zwykle”. Że dla zdecydowanej większości liderów UE, a już na pewno dla unijnych instytucji, trzeba ten ręczny hamulec zwolnić. A wspomniany Antonio Costa jest pewien, że tak się stanie. Swoją konferencję prasową po spotkaniu w Alden Biesen zakończył słowami: „Chcę to jasno powiedzieć: w 2026 roku Europa będzie realizować cele. W zeszłym roku osiągnęliśmy sukces w dziedzinie obronności, w tym roku osiągniemy sukces w dziedzinie konkurencyjności”.

Maciej Zakrocki

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL