Unia to nudy.

18.05.2026

Próbując promować od blisko 30 lat problematykę unijną w różnego rodzaju mediach, ciągle spotykałem się z próbami zniechęcania, bo to nudne, nieciekawe, skomplikowane. Rzeczywiście zagłębianie się w żmudny proces podejmowania decyzji, wyjaśnienie różnic między sposobem głosowania w Radzie UE przy pomocy zasady głosów ważonych a podwójną większością, przy możliwości sięgnięcia po kompromis z Joaniny, jest skazany na porażkę. Ale też uciekanie od tematów unijnych z przestrzeni medialnej grozi oddaniem pola populistom i tworzy dobre środowisko dla zwolenników Polexitu! 

Co się stało?

Te rozważania naszły mnie 12 maja rano. Znalazłem na jednej z platform społecznościowych filmik zrobiony przez Adama Jarubasa, posła do Parlamentu Europejskiego, przewodniczącego komisji zdrowia SANT. Pan poseł informował, że o 6.00 rano wychodzi właśnie z gmachu parlamentu w Brukseli po 13-gu godzinach negocjacji aktu o lekach o krytycznym znaczeniu. Chodzi o tzw. trilog czyli szukanie kompromisowego stanowiska między przedstawicielami unijnych instytucji, które są zaangażowane w proces stanowienia prawa. To Komisja Europejska, Rada UE czyli rządy i Parlament Europejski. Z tego krótkiego filmu mogliśmy się dowiedzieć, że dzięki wspomnianemu aktowi będzie więcej produkcji leków w Europie, zwiększy to bezpieczeństwo pacjentów i zmniejszy ryzyko braków w naszych aptekach w czasie kryzysów.

Dokładnie rzecz biorąc nie stanie się to wszystko po tych całonocnych negocjacjach, bo teraz uzgodnione stanowisko trzech instytucji muszą w plenarnym głosowaniu zatwierdzić Parlament i Rada UE. Ale nie to jest istotne. Zacząłem szukać bardziej szczegółowych informacji na ten temat, ale wyszukiwarki internetowe nie znalazły żadnego polskiego medium o dużym zasięgu, które poświęciłoby temu zdarzeniu czas i miejsce. Było trochę wzmianek w mediach branżowych zajmujących się zdrowiem i lekami. Oczywiście Komisja Europejska na swojej stronie  zamieściła standardowy komunikat wyjaśniający o co chodzi i wskazujący kilka dodatkowych linków, które prowadzą do innych materiałów z tego obszaru. Naprawdę ludzi nie obchodzi, że będzie się można lepiej, skuteczniej leczyć?

Nikogo nie obchodzi?

Podobnie było w połowie grudnia ubiegłego roku, kiedy to udało się zamknąć negocjacje pakietu farmaceutycznego. Znalazły się w nim nieprawdopodobnie ważne zapisy dotyczące branży, ale właśnie w kontekście potrzeb pacjentów! Z uwzględnieniem interesów potężnej i bogatej branży producentów leków skrócono ochronę patentową dla tych, którzy lek opracowali i wprowadzili na rynek, by szybciej inne firmy mogły wejść z lekami generycznymi, które potrafią być równie skuteczne, ale które są tańsze nawet o 80 procent! Łatwo się domyślić, że ci, co wydali często miliardy na stworzenie leku nie byli zachwyceni, ale w dialogu, zapewniając im inne korzyści zgodzili się na skrócenie ochrony patentowej.

W tym samym dokumencie znalazły się rozwiązania dotyczące tzw. „leków sierocych” (orphan medicines). To preparaty przeznaczone do diagnozowania, zapobiegania lub leczenia chorób rzadkich. Zyskały taką nazwę, ponieważ bez specjalnych zachęt ich produkcja byłaby dla firm farmaceutycznych nieopłacalna z powodu niewielkiej liczby pacjentów. Przyjęła się zasada, że jak nie więcej niż 5 osób na 10 000 mieszkańców na coś choruje, to nie opłaca się tym zajmować. Czytam, że jest zidentyfikowanych kilka tysięcy (!) chorób, których nie leczy się właśnie z tego powodu. Ale ludzie na to chorujący są, nawet jeśli to niewielka liczba. I nasza Unia postanowiła stworzyć w zmodernizowanym prawie farmaceutycznym katalog zachęt dla firm, by te mimo niskiej opłacalności rzadkimi chorobami jednak się nimi zajęły. Otrzymają ulgi podatkowe, niższe koszty procedur urzędowych czy bezpłatne doradztwo ekspertów z Europejskiej Agencji Leków (EMA). Nudy, prawda?

Więcej solidarności i taniej.

W marcu 2025 roku Komisja Europejska zaproponowała wspomniany akt w sprawie leków o krytycznym znaczeniu. To uzupełnienie prawa farmaceutycznego i wyciągnięcie wniosków z pierwszego okresu pandemii. Pokazał on jak bardzo jesteśmy zależni od komponentów do leków produkowanych w Azji, od dostawców generyków z tego obszaru, ale też z USA i Wielkiej Brytanii i jak jesteśmy bezradni, gdy rwą się łańcuchy dostaw. Wspomniane porozumienie wynegocjowane w nocy z poniedziałku na wtorek tydzień temu mówi o zobowiązaniu państw członkowskich do dywersyfikacji łańcuchów dostaw, a także do faworyzowania zasady: „kupuj europejskie”. To samo podejście ma dotyczyć zamówień publicznych. Ma być też łatwiejszy dostęp do finansowania zarówno ze strony samych państw jak i z budżetu UE dla firm produkujących substancje czynne, czyli kluczowe komponenty lekarstw. Będą też prostsze procedury administracyjne, dotyczące pozwoleń i zezwoleń, ale oczywiście bez uszczerbku dla jakości produktów wchodzących na rynek.

Przyjęto też nowe regulacje, które można w skrócie nazwać mechanizmem solidarnościowym. To także wniosek z pandemii, kiedy to rządy poszczególnych państw podejmowały decyzje o całkowitym zakazie handlu lekami, środkami ochrony czy dezynfekcji, nawet jeśli miały pokaźne zapasy. Nikt nie wiedział co będzie, więc te decyzje były zrozumiałe, ale jednocześnie powodowały, że w jakichś państwach bardzo czegoś brakowało i nie było szansy, by to gdziekolwiek kupić, nawet jeśli sąsiedni kraj miał tego dużo. Teraz – czytamy w porozumieniu – „jeżeli państwa członkowskie zobowiążą przedsiębiorstwa do utrzymywania zapasów interwencyjnych, będą musiały zapewnić, że nie będzie to miało negatywnego wpływu na dostawy leków o krytycznym znaczeniu w innych państwach Unii”.       

W wyniku nocnych negocjacji przyjęto rozwiązanie – mimo początkowego sprzeciwu Komisji Europejskiej – że będzie ona musiała ogłosić przetarg na zakup jakiegoś leku, jeśli choćby 5 państw będzie chciało to razem zrobić. To także wniosek z pandemii, bo wszyscy akurat się zgadzają, że wspólne zakupy, przy dużej skali i dobrym ratingu jaki ma UE ze swoim budżetem, można kupować dużo taniej. To też nudy? Nic ciekawego, co może zainteresować Europejczyków?

Europejczyk – pasażer.

To może to? W środę 13 maja dwoje komisarzy przedstawiło – też mi się wydaje ciekawą dla ludzi – propozycję Komisji Europejskiej pod nazwą Pakiet Mobilności Pasażerów. Jak informował na konferencji prasowej, wiceszef KE Rafaele Fitto: „W listopadzie przedstawiliśmy Plan Działań na rzecz Kolei Dużych Prędkości. Inicjatywa ta koncentrowała się na stronie podaży: budowaniu sieci, wzmacnianiu infrastruktury i wspieraniu sektora. Dziś przechodzimy do strony popytu. Dziś działamy na rzecz pasażerów”.

A dokładniej? To w bardzo skrótowej wersji przedstawił z kolei Apostolos Tzitzikostas, komisarz ds. zrównoważonego transportu i turystyki: „Jedna podróż, jeden bilet, pełne prawa dla pasażerów. W tym kierunku zmierzamy. To jest przyszłość. I o to właśnie chodzi w tym pakiecie”. Później nieco rozwinął tę myśl: „Dzięki narzędziom cyfrowym i zintegrowanym usługom w zakresie mobilności Europejczycy będą mogli jednym kliknięciem planować, porównywać i kupować multimodalne podróże transgraniczne, korzystając jednocześnie z silniejszych praw pasażerów kolei, większej przejrzystości i lepszej ochrony na każdym kroku”.

To odpowiedź na utyskiwania pasażerów, że mijają lata, a podróżowanie koleją jest znacznie trudniejsze niż samolotem. Systemy rezerwacji, kupowania biletów, łączenia przewoźników i tras w tym sektorze działa znacznie lepiej niż na kolei. Tymczasem mamy w UE ponad 200 000 kilometrów linii kolejowych łączących nasze kraje, regiony i miasta. Komisja Europejska chce też, by podróż koleją zintegrować z innymi środkami transportu i by to było dla nas prostsze: „Nasza wizja jest jasna: jedna podróż, jeden bilet. Pasażerowie nie powinni musieć przeglądać wielu stron internetowych, porównywać niepowiązanych systemów ani martwić się, czy ich bilety są ze sobą kompatybilne. Powinni mieć możliwość łatwego wyszukiwania, porównywania, łączenia i kupowania opcji transportu u różnych operatorów i w różnych środkach transportu, czy to pociągiem, autobusem, czy samolotem” – przekonywał Apostolos Tzitzikostas.

Dla ludzi, dla firm.

W tych pomysłach nie chodzi tylko o ułatwienie życia pasażerom. Jest tu także komponent dotyczący ułatwień dla funkcjonowania europejskich firm, w tym MŚP.  „Łączność kolejowa to nie tylko kwestia transportu. To również kwestia spójności i jednolitego rynku. Ułatwiając przemieszczanie się po Europie koleją zmniejszamy fragmentację i odczuwalność istnienia  granic, przez co wzmacniamy rynek wewnętrzny. Wzmacniamy też spójność terytorialną. Jest to szczególnie ważne dla osób mieszkających w wewnętrznych regionach przygranicznych. Każdego dnia pracownicy transgraniczni, studenci i podróżni przemieszczają się między sąsiadującymi krajami. Ten pakiet daje lepsze możliwości dla obywateli i tworzy silniejsze połączenia między naszymi regionami – zwracał uwagę Rafaele Fitto.

Komisarz Apostolos Tzitzikostas także chciał przekonać biznes, że otwierają się nowe możliwości: „Jest to również korzystne dla przedsiębiorstw, w tym MŚP, innowacji i całego europejskiego sektora kolejowego: mniejsi i nowi operatorzy zyskają lepszą widoczność i sprawiedliwszy dostęp do klientów. Platformy podróżnicze i MŚP będą mogły oferować bardziej zintegrowane usługi. Wraz z uproszczeniem rezerwacji spodziewamy się, że coraz więcej Europejczyków będzie częściej wybierać kolej. Oznacza to więcej pasażerów dla firm kolejowych, lepszą łączność w całej Europie i bardziej zrównoważony transport”.

Ja bym zwrócił uwagę jeszcze na inne, ważne elementy obecne w omawianym pakiecie. Otóż zakłada on, że  w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie tych przepisów, główne platformy sprzedaży biletów kolejowych będą musiały udostępniać informacje o rozkładach jazdy dla wszystkich krajowych połączeń kolejowych, w tym połączeń transgranicznych „z” i „do” kraju. W praktyce oznacza to, że pasażerowie, którzy szukają połączenia kolejowego na stronie internetowej krajowego przewoźnika kolejowego, będą mogli również zapoznać się z alternatywnymi usługami oferowanymi przez konkurencję! To zwolennicy rynku muszą skleić z szansą obniżenia cen podróży koleją i poprawą jakości usług! Też nieciekawe?

To nie nudy!

Wszystko to wydarzyło się w jednym tylko tygodniu „z życia UE”. I nie są to jedyne tego typu działania, jakie były podnoszone na poziomie unijnych instytucji. Tylko – by pokazać różnorodność i rangę innych spraw – dodam, że na spotkaniu Rady ministrów spraw zagranicznych nie tylko rozmawiano o wsparciu Ukrainy w wojnie z Rosją, ale też o rosyjskich zbrodniach, w tym o porywaniu ukraińskich dzieci i poddawaniu ich przymusowej rusyfikacji. Podjęto konkretną decyzję o wpisaniu kolejnych 23 osób odpowiedzialnych za tę zbrodnię, co ma nie tylko symboliczne znaczenie. Kiedyś za to odpowiedzą. Tylko kto o tym wie?

I tu wracam do początku artykułu. Przy pełnej świadomości charakteru współczesnego rynku medialnego nie powinno się rozkładać rąk. Że tak musi być, że Unia to nudy, które nie spotkają się z zainteresowaniem czytelników, słuchaczy czy widzów. Może warto zastanowić się nad atrakcyjną formą przekazywania ważnych informacji, może edukacja europejska powinna w większym stopniu znaleźć się w szkolnych programach nauczania? Może potrzeba pomysłów z wykorzystaniem najnowszych narzędzi komunikacji, by prawdziwa informacja, jak ta Unia działa i co robi dla naszego dobra przebiła się do opinii publicznej? Jeśli to się nie stanie, różnej maści populiści będą z dużą łatwością zatruwać umysły Europejczyków czyli także nasze, aż ten niedoskonały, ale jakże cenny projekt zostanie zniszczony I wiemy, ku uciesze kogo. Warto o tym pomyśleć, zanim nie będzie za późno.    

Maciej Zakrocki

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL