Zgrzyt.

22.06.2026

Od wielu lat, a na pewno miesięcy kruszył się wspólny front zachodniego świata wobec wojny w Ukrainie. Niemal każda próba nałożenia kolejnego pakietu sankcji na Rosję była kontestowana przez Viktora Orbana. Podobnie było z pożyczką w wysokości 90 mld euro, która miała pomóc Ukrainie zachować zdolność do funkcjonowania i prowadzenia wojny. Także dla naszego bezpieczeństwa. Poważnym ciosem było wycofanie się USA z bezpłatnej pomocy wojskowej dla ukraińskiej armii przy jednoczesnej chęci rozmowy na czerwonym dywanie z Putinem. I gdy na chwilę klimat się zmienił pojawił się zgrzyt. Z Polski!

Szczyt G7

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania G7 w Evian zarówno ukraińscy, jak i europejscy dyplomaci podkreślili, że ich celem jest uzgodnienie z Waszyngtonem najlepszego sposobu zakończenia walk przez wzrost presji na Rosję. „Ważne jest, aby pozostałe kraje G7, a zwłaszcza Stany Zjednoczone… nie osłabiły swojej pozycji wobec Ukrainy” – mówił wysokiej rangi urzędnik z biura prezydenta Francji Emmanuela Macrona, gospodarza spotkania.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przypominała przed szczytem G7 od dawna stosowaną zasadę przez UE: więcej pomocy dla Ukrainy, to większa presja na Rosję. Tę filozofię myślenia od dawna prezentuje rząd w Londynie: premier Keir Starmer ogłosił, że Wielka Brytania nakłada na Rosję nowe sankcje energetyczne, rozszerzy działania wymierzone we flotę cieni i w tajnych agentów Moskwy. Zawarła również umowę na dostawy wszystkiego co konieczne dla ukraińskich elektrowni jądrowych przez kolejne dwa lata.

Niestety z Waszyngtonu płynęły złe informacje, bo dowodzące trzymania się administracji Trumpa ostatniego podejścia do wojny Rosji z Ukrainą. Czyli łagodzenie sankcji i niechęć wysyłania pomocy finansowej oraz militarnej dla Ukrainy.  Donald Trump nie ma dalej problemu z rozmawianiem z Putinem. Tuż przed szczytem G7 rozmawiał z rosyjskim dyktatorem telefonicznie blisko godzinę. Podobno wkrótce do Moskwy mają polecieć Steve Witkoff i Jared Kushner i rozmawiać o możliwym zamrożeniu działań wojennych, ale też o dwustronnych interesach.  

Taki był stan gry na dzień rozpoczęcia rozmów w słynnym Évian-les-Bains, w Hôtel Royal. I raptem stało się coś niesłychanego. Może za sprawą słynnej wody z tego alpejskiego miasta , która powstaje z topniejącego śniegu i deszczu, a zanim trafi do źródła, przechodzi ponad 15-letni proces powolnej filtracji przez warstwy polodowcowych skał. No bo jak wytłumaczyć fakt, że Donald Trump bez żadnych oporów złożył podpis pod deklaracją liderów G7 całkowicie sprzeczną z jego dotychczasową narracją. Otóż w tym dokumencie końcowym czytamy:  „My, przywódcy G7, jednoczymy się w naszym niezachwianym poparciu dla Ukrainy w obronie jej wolności, suwerenności i integralności terytorialnej. Potwierdzamy naszą solidarność z ludnością ukraińską cierpiącą z powodu ataków na jej krytyczną infrastrukturę i dziedzictwo kulturowe”.

Dalej przywódcy G7 zauważają, że „aby wesprzeć i przyspieszyć nowy impet, zgadzamy się na zwiększenie dostaw zdolności obrony powietrznej, dodatkowych systemów i pocisków przechwytujących oraz zdolności dalekiego zasięgu. Jesteśmy również gotowi rozważyć rozszerzenie na Ukrainę korzyści wynikających z naszych licencji, aby umożliwić zwiększenie ukraińskiej produkcji wojskowej”. Na dodatek mamy też nieoczekiwane zobowiązanie: „Zobowiązujemy się do zwiększenia presji na rosyjską gospodarkę wojenną. W tym kontekście zaostrzymy nasze sankcje, w tym te dotyczące sektora naftowego i gazowego. Uważamy, że jest to właściwy moment na podjęcie dodatkowych działań, ponieważ prezydent Trump zawarł porozumienie, które popieramy w sprawie ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz”. 

Donald Trump w wypowiedziach w ostatnim dniu spotkania zasugerował również, że jest gotowy przywrócić sankcje na rosyjską ropę, które wcześniej zawiesił. „Ten szczyt G7 to moment strategicznej pobudki” – powiedział prezydent Francji Emmanuel Macron w nagraniu wideo opublikowanym po uroczystej kolacji przywódców, w którym podkreślił, że decyzje te poparli na prawdę wszyscy członkowie G7.

Szczyt UE

Prosto z Évian-les-Bains Emanuel Macron, Friedrich Merz, Ursula von der Leyen I Antonio Costa uskrzydleni pojechali do Brukseli na spotkanie Rady Europejskiej. Dotarł tam też prezydent Wołodymir Zełenski. Wszystko jakimś cudem połączyło się w jedną całość. W poniedziałek oficjalnie otwarty został pierwszy klaster negocjacji akcesyjnych Ukrainy. Tego dnia Rosjanie zaatakowali Kijów i ich nalot spowodował poważne uszkodzenia prawosławnego klasztoru,  Ławry Peczerskiej, wpisanej Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, wywołując oburzenie świata. We wtorek przywódcy G7 podpisali wspomnianą deklarację. Na dzień przed szczytem UE, w nocy z 17 na 18 czerwca ukraińskie drony zaatakowały rafinerię w Moskwie wywołując panikę w rosyjskiej stolicy. Filmik, pokazujący, jak w wyniku ataku trafiony został jeden ze zbiorników z paliwem znajdujących się w rafinerii i jak olbrzymia pokrywa zbiornika wzbija się wysoko w powietrze, stał się tzw. viralem w sieci. Zrobił wrażenie na całym świecie, a prezydent Zełeński już w Brukseli mówił: „Nigdy nie chcieliśmy tej wojny i nie chcemy, by Ukraina płonęła z powodu wroga. Ale jeśli Ukraina będzie płonąć, to Moskwa także”.

Ten symboliczny obraz był kolejnym dowodem, że w tej ponad czteroletniej wojnie może pojawić się przełom, ale by tak się stało, demokratyczny świat musi stać przy Ukrainie bez żadnych warunków, a na Rosję wywierać jeszcze większą presję. I tak się stało, co dobitnie pokazują tzw. konkluzje Rady Europejskiej. W rozdziale o Ukrainie czytamy: „Unia Europejska będzie nadal, we współpracy z partnerami i sojusznikami o podobnych poglądach, udzielać Ukrainie i jej mieszkańcom wszechstronnego wsparcia politycznego, finansowego, gospodarczego, humanitarnego, wojskowego i dyplomatycznego”.

W punkcie 4 konkluzji z kolei napisano: „Unia Europejska popiera kompleksowy, sprawiedliwy i trwały pokój w Ukrainie, oparty na zasadach Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego oraz na solidnych i wiarygodnych gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. Tylko rozwiązanie szanujące niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy może przynieść sprawiedliwy i trwały pokój. Granice nie mogą być zmieniane siłą, agresor nie może być nagradzany, a długoterminowe bezpieczeństwo i zdolność Ukrainy do obrony muszą być zagwarantowane”.

To nie wszystko. I tu szczególnie zwracam uwagę na punkt 8, który jest szczególnie ważny dla Polski i interesów naszych przedsiębiorców. „Rada Europejska wzywa również do dalszego zintensyfikowania wysiłków UE, koordynowanych z działaniami partnerów międzynarodowych, w celu wsparcia Ukrainy w pilnej naprawie, odbudowie i wzmocnieniu odporności jej krytycznej infrastruktury i systemu energetycznego przed następną zimą oraz w celu zapewnienia szybkiej odbudowy bariery bezpieczeństwa w Czarnobylu. Jednocześnie zachęca do zacieśnienia regionalnej współpracy energetycznej i transgranicznych połączeń elektroenergetycznych”.

A kropkę nad „i” z punktu widzenia naszego kraju mamy w punkcie 9-tym: „Unia Europejska nadal jest zaangażowana we wspieranie naprawy, odbudowy i odbudowy Ukrainy, we współpracy z partnerami międzynarodowymi. W tym kontekście Rada Europejska oczekuje na wnioski z Konferencji na temat Odbudowy Ukrainy, która odbędzie się w Gdańsku w dniach 25 i 26 czerwca 2026 r.”.

Spór o order.

Tymczasem w Polsce mieliśmy polityczne wzmożenie spowodowane decyzją prezydenta Zełeńskiego o nadaniu jednej z formacji wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Decyzja oceniona przez wszystkie siły  polityczne źle! Zgodzono się, że to był poważny błąd, ale Prezydent Karol Nawrocki poza krytyką zapowiedział odebranie Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Zwołał Kapitułę, która wydała swoją opinię, utrzymywaną długo w tajemnicy.

Przy okazji szczytu w Brukseli doszło do spotkania Donalda Tuska z prezydentem Ukrainy, po którym ten wydał komunikat: „Spotkałem się w Brukseli z premierem Polski Donaldem Tuskiem. Omówiliśmy kwestie z agendy dwustronnej oraz integracji europejskiej Ukrainy, a także wyzwania, które pozostają wspólne dla wszystkich państw Europy z powodu rosyjskiej agresji”. Następnie padło zdanie wyglądające jako próba łagodzenia sporu: „Jestem wdzięczny Polsce za wsparcie Ukrainy od pierwszych dni rosyjskiej inwazji. To ma naprawdę duże znaczenie dla naszego regionu i całej Europy. Nasze wspólne interesy bezpieczeństwa oraz wolność każdego narodu żyjącego w sąsiedztwie Rosji muszą być chronione” – zaznaczył.

Na konferencji prasowej po szczycie premier Donald Tusk nawiązał do tego spotkania i przekazał, że prezydent Ukrainy “zdaje sobie sprawę“, iż decyzja o nazwaniu jednej z jednostek wojskowych imieniem “Bohaterów UPA” spotkała się w Polsce z jednoznacznym sprzeciwem. Premier zaznaczył, że Zełenski zapewnił go, iż nie miał intencji urażenia Polaków ani pogorszenia relacji między krajami. Na koniec dodał nawiązując do nieszczęsnej decyzji o nadaniu imienia: „To był błąd i niepotrzebnie naraża nas wszystkich na emocje. Liczę, że wszyscy zaangażowani będą pamiętać o najważniejszym priorytecie: by historia nie zrujnowała przyszłości – podkreślił premier i dodał, że pozostaje zwolennikiem szerokiej pomocy dla Ukrainy.

Aż tu nagle…

Wydawało się, że ten konflikt jakoś zostanie rozwiązany, że każdy gdzieś ustąpi w obliczu wyraźnej kumulacji działań demokratycznego świata na rzecz wsparcia Ukrainy. Z tyłu głowy mieliśmy to spotkanie w Gdańsku i wiarę, że akurat w procesie odbudowy Ukrainy Polska powinna robić wszystko, by jak najszerzej być tam obecna. Aby tak się stało kluczowym będzie utrzymanie dobrych stosunków z Ukrainą, a poważne, uzasadnione spory o historię zostawić badaczom.

I raptem po tych kilku dniach pracy liderów G7 na rzecz budowania wsparcia dla Kijowa, po szczycie Rady zakończonym tak jednoznacznym poparciem ukraińskich aspiracji europejskich, uznaniem dla sukcesów ukraińskiej armii na polu walki  z rosyjskim agresorem, wolą finansowania walczącego kraju także za naszą wolność, poznaliśmy decyzję Prezydenta RP. „Jesteśmy dumnym narodem polskim i mamy swój próg bólu w sprawach, które dotyczą nas i naszych sojuszników i ten próg bólu został przekroczony, dlatego odebrałem prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego”. 

Znamy całą kaskadę reakcji w Ukrainie na ten krok, zarówno w formie komentarzy jak i decyzji wielu tamtejszych polityków, byłych prezydentów o odesłaniu swoich odznaczeń do Polski. Poznaliśmy też reakcję w Moskwie. „Prezydent Polski w końcu pozbawił nazistowskiego wyznawcę z Kijowa, degenerata, Orderu Orła Białego. Jestem pewien, że to nie będzie problemem dla szefa banderowców – teraz jest więcej miejsca na jego zielonej bluzie na Żelazny Krzyż Hitlera z Złotymi Liśćmi Dębu” – napisał Dmitrij Miedwiediew, b. prezydent, premier, dzisiaj wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

Do puenty posłużę się fragmentem wpisu Michała Broniatowskiego, dziennikarza, szefa TVP World na FB, który uznałem za trafny w ocenie tego co się stało: „Polityka to umiejętność wykorzystywania siły w stosunkach z wrogami i rozumu w stosunkach z przyjaciółmi, nawet jeśli nas złoszczą. Symbole (zwłaszcza te w rękach polityków) siłą nie są i wroga nie pokonają, natomiast zaszkodzą słabiakom, którzy nimi wymachują”.  Z pewnością Wołodymir Zełeński zrobił źle i powinien się ze złej decyzji wycofać. Ale też nasza reakcja powinna być proporcjonalna i przewidująca konsekwencje w obliczu przyszłych wydarzeń. Bo potem będziemy krytykować, że znowu Niemcy, Francuzi, Holendrzy czy Włosi robią w Ukrainie interesy przy odbudowie kraju, a polskie firmy nie. I będziemy się kłócić, czy ja to wina.

Maciej Zakrocki

 

 

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL