Negobox.

12.10.2026

Thomas Byrne, irlandzki minister ds. europejskich popsuł sobotę wielu dziennikarzom i urzędnikom w co najmniej 26 państwach Unii Europejskiej. Wpadł bowiem na pomysł, by długo oczekiwany dokument, który będzie podstawą do dyskusji nad przyszłym, siedmioletnim budżetem naszej Wspólnoty, zaprezentować właśnie w sobotę 10 października o 11.00. Trzeba było zrewidować plany na weekend i znowu tłumaczyć się rodzinie, że z wyjazdu na grzyby nici. W każdym razie poznaliśmy coś, co w unijnym żargonie nazywa się negobox. Pierwsze odczucie? Byrne przedstawiając negobox, otworzył Pandora box.

Stary schemat.

Od dekad jest ustalony porządek prac nad wieloletnimi ramami finansowymi (WRF). Najpierw Komisja Europejska (KE) przedstawia swoją propozycję, potem – równolegle – Parlament Europejski (PE) przygotowuje i przyjmuje w głosowaniu swoje stanowisko, a rządy w Radzie UE przedstawiają opinie swoich państw. Jednocześnie kraj sprawujący prezydencję przygotowuje właśnie ów negobox, czyli stara się znaleźć kompromisowy kształt przyszłego budżetu.

Zawsze jest też bowiem tak, że propozycja Komisji Europejskiej jest ambitna, ale Parlament uważa, że za mało i przedstawia jeszcze bardziej ambitną. Patrz – posłanki i posłowie wybierani w swoich okręgach, myśląc o kolejnych wyborach domagają się więcej pieniędzy, by moc się pochwalić, że dzięki nim ich regiony rozkwitną. Z kolei rządy państw, które więcej wpłacają do budżetu w ramach składki niż z niego biorą, chcą dużych cięć , a z kolei rządy które więcej biorą niż wpłacają, chcą co najmniej dostać tyle, ile poprzednio, ale lepiej trochę więcej.

I właśnie rolą prezydencji jest pogodzenie tych trudnych do pogodzenia stanowisk. Dlatego Thomas Byrne już na początku prezentacji negoboxu zapewniał, że „Uważnie wysłuchaliśmy wszystkich państw członkowskich. Wspólnie z nimi określiliśmy ich priorytety. Przez cały ten czas działaliśmy w sposób otwarty i przejrzysty wobec wszystkich stron. We wrześniu przewodniczyłem trzem debatom na temat wieloletnich ram finansowych na forum Rady ds. Ogólnych. Odbyłem również spotkania dwustronne z każdym z moich 26 odpowiedników. Przez cały ten czas podchodziliśmy do powierzonego nam zadania jako bezstronny mediator. Wynikiem tych prac jest przedstawiona dzisiaj propozycja kompromisowa.

Materiał dla rządów.

To był w zasadzie ostatni moment, bowiem w dniach 15-16 października odbędzie się Rada Europejska, na której przywódcy państw i rządów mają o przyszłym budżecie dyskutować. Jak napisał w liście zapraszającym liderów do Brukseli szef Rady Antonio Costa:  Kolejne wieloletnie ramy finansowe na lata 2028–2034 stanowią strategiczny instrument budowania Europy bardziej zamożnej, konkurencyjnej i strategicznie autonomicznej. Terminowe osiągnięcie porozumienia w sprawie kolejnych WRF będzie miało kluczowe znaczenie dla zapewnienia naszym gospodarkom przewidywalności i stabilności, których potrzebują w niestabilnym i nieprzewidywalnym świecie. Tego właśnie oczekują od Unii Europejskiej nasi rolnicy, naukowcy, regiony, przedsiębiorstwa i obywatele. W październiku negocjacje dotyczące WRF wkroczą w decydującą fazę. Dlatego nasze kolejne spotkanie musi przybliżyć nas do uzgodnienia kluczowych elementów niezbędnych do zawarcia ostatecznego porozumienia przed końcem roku. Liczę na Państwa przywództwo i ducha współpracy. 

Rzeczywiście nikt nie liczy na ostateczną zgodę przywódców w tej sprawie już na październikowym spotkaniu, a co najwyżej na „przybliżenie nas do uzgodnienia kluczowych elementów”. Także prezentujący negobox Thomas Byrne podkreślał, że „zdajemy sobie sprawę, że propozycja przedstawiona na tym etapie procesu nigdy nie zaspokoi wszystkich oczekiwań każdej ze stron i że czeka nas jeszcze długa droga. Niemniej jednak projekt ten ma pełnić funkcję katalizatora, który przyspieszy proces zmierzający do finalnego porozumienia, z uwzględnieniem interesów obywateli Europy”.

Trochę historii.

Komisja Europejska przedstawiła swoją propozycję WRF 16 lipca 2025 roku. Zaproponowała budżet w wysokości prawie 2 bilionów euro, co odpowiadało 1,26% dochodu narodowego brutto całej UE przewidzianego na lata 2028–2034. To nieco więcej niż jest w obecnym budżecie. W chwili przyjęcia WRF w 2020 roku było to 1,13% DNB państw Unii. Ale trzeba od razu zauważyć, że KE zaproponowała też 5 nowych źródeł własnych dochodów, by zmniejszyć presję na budżety krajowe. Te nowe dochody miałyby generować 58,5 mld euro rocznie! Zabieg ten zdaniem Komisji jest niezbędny, bo w przyszłym budżecie muszą się znaleźć dodatkowo pieniądze na spłatę długu na Fundusz Odbudowy i Odpornosci zaciągniętego po pandemii, by rozruszać gospodarkę państw Unii przygaszonej Covidem. Ta spłata to koszt w wysokości 25 mld euro rocznie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej pozycji w budżecie! 

Po raz pierwszy także nowe WRF muszą uwzględnić wydatki na obszary dotąd nieobecne we wspólnotowym budżecie. Tu wystarczy wspomnieć tylko o obronności i zagwarantowaniu finansowego wsparcia dla walczącej Ukrainy. Między innymi te nowe wyzwania skłoniły też KE do innej niż dotąd konstrukcji ram finansowych. Jak wtedy wyjaśniano: „Komisja proponuje gruntowną przebudowę budżetu UE, który będzie bardziej usprawniony, elastyczny i skuteczny. Znacząco zwiększy się zdolność UE do realizacji podstawowych polityk, jednocześnie uwzględniając nowe i pojawiające się priorytety”.  

Z tą elastycznością powiązano nowy sposób dystrybucji środków, co w komunikacie opisano następująco: „Strategia ta będzie wdrażana za pośrednictwem krajowych i regionalnych planów partnerstwa, prostszych i bardziej dostosowanych do indywidualnych potrzeb, aby zmaksymalizować wpływ każdego euro. Posiadanie jednego planu dla każdego państwa członkowskiego, integrującego wszystkie istotne środki wsparcia – czy to dla pracowników, rolników, rybaków, miast, obszarów wiejskich, regionów, czy na poziomie krajowym – zapewnia znacznie silniejszy wpływ i znacznie efektywniejsze wykorzystanie funduszy europejskich”.

Ten element został bardzo negatywnie odebrany w wielu państwach, szczególnie tych terytorialnie większych z silnymi samorządami. Uznano to za groźbę centralizacji budżetu z mniejszym wpływem władz regionalnych na ostateczne projekty realizowane przy unijnym wsparciu finansowym. Zaprotestował też Europejski Komitet Regionów, sprzeciw popłynął także z Parlamentu Europejskiego. I to była pierwsza wyraźna oś sporu. Kolejna dotyczyła wysokości budżetu. Tu najmocniej protestował i protestuje dalej wspomniany Parlament.

28 kwietnia 2026 roku posłanki i posłowie przyjęli sprawozdanie , w którym opowiedzieli się za zdecydowanym zwiększeniem unijnego budżetu o około 10% w porównaniu do wcześniejszej propozycji KE, domagając się kwoty na poziomie 1,27% Dochodu Narodowego Brutto UE. Ale co bardzo istotne Parlament zażądał, aby koszty obsługi i spłaty długu z funduszu odbudowy były rozliczane ponad limitami wydatków głównego budżetu. Ma to zapobiec sytuacji, w której spłata zaciągniętych wcześniej pożyczek uszczupliłaby fundusze na bieżące programy unijne.

I wtedy odezwali się „oszczędni”, czy nawet „skąpcy” jak ich niektórzy nazywają. To właśnie ci, co więcej wpłacają do budżetu niż z niego biorą. Szefowie rządów Danii, Niemiec, Holandii, Austrii, Finlandii i Szwecji zaczęli żądać drastycznych cięć, nawet o 400 mld euro w stosunku do propozycji KE. Dowodzili, że nie można żądać zwiększania składek do budżetu UE w okresie, gdy rządy dokonują cięć i szukają oszczędności w swoich budżetach krajowych. Tu warto zauważyć, że na czele tej grup stanął kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który ma strasznie słabe notowania w kraju, zaliczył spektakularne porażki w kilku wyborach landowych i jest pod presją coraz silniejszej AfD, która jest antyunijna. Trudno zatem oczekiwać, że będzie wpierał pomysł hojnego budżetu UE, gdy wszyscy wiedzą, że niemiecki wkład do budżetu miałby bez cięć wynosić ponad 50 mld euro rocznie!

Naciski.

Gdy „skąpcy” zażądali wielkiej redukcji uaktywnili się „przyjaciele spójności”. 2 października przywódcy 17 państw w tym polski premier wysłali list do Dublina, w którym sprzeciwili się cięciom w nowym unijnym budżecie. Według nich poziom wydatków, przede wszystkim na rozwój regionów i rolnictwo nie powinien w ogóle ulec zmianie, a ewentualnie jakieś cięcia powinny nastąpić w innych „politykach”.

Napięcie rosło i wtedy po raz kolejny Parlament Europejski postanowił wkroczyć do gry. 8 października podczas sesji plenarnej w Strasburgu zorganizowano w ramach tzw. debat priorytetowych kilkugodzinną dyskusję z udziałem KE i prezydencji o przyszłym budżecie. Posłanki i posłowie postanowili wywrzeć presję na Irlandczykach, by tuż przed prezentacją negoboxu nie poszli z cięciami za daleko. Ważne było wystąpienie Piotra Serafina, komisarza ds. budżetu, który podkreślił, że piłka jest teraz wyłącznie po stronie rządów. Jednak nie omieszkał zaapelować do nich o zdroworozsądkowe podejście mówiąc: „Władze niektórych państw wciąż postrzegają budżet UE tak, jak księgowi patrzą na bilans: ile wkładam, a ile otrzymuję? Podejście to było błędne w przeszłości, a w przypadku naszego nowoczesnego budżetu jest całkowicie nietrafione. Ostatecznie bowiem budżetu Unii nie można sprowadzać do prostej logiki „juste retour” – czyli oczekiwania zwrotu wpłaconych składek. Nasz budżet służy rozwiązywaniu wspólnych problemów – takich, którym pojedyncze państwo członkowskie nie byłoby w stanie stawić czoła w pojedynkę”.

Obecny w debacie przedstawiciel Irlandii Thomas Byrne, znając dominujące stanowisko w PE podkreślał z kolei, by nikt nie  zapominał, że na koniec konieczny jest kompromis. „Będziemy dążyć do jak najwierniejszego odzwierciedlenia równowagi między stanowiskami wszystkich stron – od rolnictwa po politykę spójności, od konkurencyjności po bezpieczeństwo, obronność i działania zewnętrzne. Znalezienie równowagi wiąże się z podejmowaniem trudnych decyzji. Przy stole negocjacyjnym zasiada 27 państw członkowskich. Parlament Europejski musi wyrazić zgodę. To wiele stron, które trzeba przekonać do wspólnego stanowiska, więc nie sposób zadowolić wszystkich. Mamy jednak nadzieję, że każdy znajdzie w tym kompromisie coś dla siebie”.

Kurtyna w górę.

A sobotę propozycję kompromisu przedstawił. Jej najważniejszy fragment brzmiał tak: „zaproponowaliśmy łączne cięcia w wysokości 141 mld euro w stosunku do pierwotnej propozycji, w cenach stałych z 2025 roku. Oznacza to oszczędność rzędu 8% w stosunku do propozycji Komisji. W rezultacie otrzymujemy propozycję na poziomie 1,16% DNB UE”.

Jak można się było spodziewać, chwilę później pojawiły się pierwsze komentarze, które są dowodem, że zanim przywódcy zasiądą w gmachu Rady w Brukseli w najbliższy czwartek nikt wcześniej nie okaże słabości i gotowości do ustępstw. „Irlandzka propozycja jest rozczarowaniem i nawet nie zbliża się do punktu, w którym możliwe byłoby osiągnięcie porozumienia. Tak znaczny wzrost wydatków w ramach wieloletnich ram finansowych (WRF) w porównaniu z obecnym stanem jest nie do udźwignięcia i całkowicie nierealny finansowo. Promując priorytety polityczne minionego stulecia, propozycja ta nie przygotowuje UE na wyzwania XXI wieku” – stwierdził w rozmowie z POLITICO dyplomata jednego z przedstawicielstw państw przy UE proszący o anonimowość.

I dodał: „Ten dokument negocjacyjny nie stanowi podstawy do porozumienia między państwami członkowskimi. Pilnie potrzebujemy większego realizmu finansowego, a mniej oderwanych od rzeczywistości wizji”. Już pod nazwiskiem głos zabrał też główny negocjator WRF z ramienia największej rodziny politycznej czyli Europejskiej Partii Ludowej Siegfried Mureșan: „Irlandzka prezydencja nie przyniosła istotnych postępów ani znaczących nowych rozwiązań, a zaproponowany budżet jest słabszy. Parlament nie blefuje: budżet zaproponowany przez irlandzką prezydencję nie uzyska naszej zgody”.

A musi, bo Parlament nie negocjuje kształtu budżetu – to prerogatywa Rady Europejskiej, ale po uzyskaniu przez nią kompromisu, budżet trafia do PE do zatwierdzenia. Jeśli większość w Parlamencie zagłosuje na „Nie”, to WRF nie ma i rządy muszą poszukać innego kompromisu, który zyska aprobatę posłanek i posłów. Tak więc przed nami fascynujące dni, choć pewnie i miesiące batalii o – z jednej strony wielkie pieniądze, a z drugiej – o zaledwie 1,2 procent dochodu narodowego brutto (DNB) całej UE. Trzeba trzymać kciuki, by jednak to poszło w miarę gładko i w miarę szybko.    

Maciej Zakrocki

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL