Cisa wylała.

20.04.2026

Najczęściej gdy myślimy o rzece na Węgrzech to przede wszystkim o Dunaju. Tymczasem dla Węgrów druga rzeka, Cisa, która płynie od Ukrainy przez ich kraj aż do Serbii jest niezwykle silnie zakorzeniona w węgierskiej kulturze, często pojawia się w pieśniach ludowych i wierszach. W ich języku rzeka nazywa się Tisza. W XIX wieku podjęto próbę jej regulacji, ponieważ bardzo często na wiosnę wylewała. Wtedy „Árad a Tisza!”, słychać było w całym kraju. Dokładnie to samo zawołanie można było usłyszeć w noc 12 kwietnia na ulicach Budapesztu.  

Mądra strategia

To skutek znakomicie przemyślanej strategii komunikacyjnej, jaką wymyślili blisko dwa lata temu ludzie skupieni wokół Pétera Magyara. Nazwali swój ruch sprzeciwu wobec rządów Viktora Orbana właśnie TISZA, co jest skrótem od Tisztelet és Szabadság Párt czyli Partia Szacunku i Wolności. Ich TISZA miała jak rzeka zalać kraj, oczywiście w tym dobrym znaczeniu – opanować całe Węgry, serca i umysły ludzi od lat słyszących jeden przekaz rządzącego FIDESZ-u. Mimo wszystkich przeciwności, wszechwładzy medialnej obozu rządzącego, postanowili idąc od wioski do wioski opowiedzieć prawdę o skorumpowanej władzy i przekazać komunikat: tak nie musi być.

W każdej kampanii duża rolę odgrywają hasła i symbole. Péter Magyar i jego przyjaciele doskonale wiedzieli, że nie będzie wiarygodny jako były członek FIDESZ-u, były mąż minister sprawiedliwości w rządzie Orbana, która przykładała rękę do destrukcji niezależnego sądownictwa, głosząc program inny niż centro-prawicowy. Tym bardziej, że sam rzeczywiście ma takie poglądy, poczucie dumy ze swojego kraju, jego pięknej historii. W końcu nazwisko Magyar, czyli Węgier zobowiązuje! Dlatego często pojawiał się w stroju nawiązującym do tradycji i kultury swojego kraju i sięgał po hasła wprost zaczerpnięte ze znanych przez każdego Węgra patriotycznych utworów. I tak główne hasło kampanii TISZA brzmiało: „Most vagy soha!” czyli „Teraz albo nigdy!”.

To słowa z wiersza pt. Pieśń narodowa  wielkiego poety Sándora Petőfiego, napisanego tuż przed wybuchem Wiosny Ludów w marcu 1848 roku. Legenda głosi, że poeta 15 marca stanął na schodach przed gmachem Muzeum Narodowego i powiedział wiersz, którego pierwsza zwrotka w tłumaczeniu AI brzmi tak:   

„Powstańcie, Węgrzy, ojczyzna wzywa!
Nadszedł czas, teraz albo nigdy!
Czy będziemy niewolnikami, czy wolnymi?
To jest pytanie, wybierzcie!

Czy można wyobrazić sobie lepsze hasło na wybory po 16 latach rządów, które w opinii wielu badaczy najłagodniej można było nazwać „wyborczą autokracją”?

W końcowej części kampanii do tej symboliki dołączono, trochę przez przypadek, kolejny element. Stało się tak za sprawą ujawnionych nagrań rozmów ministra spraw zagranicznych Pétera Szijartó z Siergiejem Ławrowem i Viktora Orbana z Putinem. Ich służalczość wobec kremlowskich polityków, przekazywanie informacji poufnych dotyczących spraw Unii Europejskiej, oferowana pomoc w łagodzeniu sankcji nakładanych na Rosję przeraziła Węgrów, dotąd akceptujących tłumaczenia władzy, że jej bliskie kontakty są wyłącznie interesowną grą na rzecz pozyskiwania dla kraju taniej energii. W czasie, gdy ujawniono nagrania obnażające kłamstwa rządzących, pojawiły się dodatkowo wiarygodne informacje o przyjeździe na Węgry agentów GRU  (Główny Zarząd Wywiadowczy), którzy znani są z przeprowadzania zagranicznych operacji specjalnych i cyberataków, szczególnie podczas kampanii wyborczych. Robili to między innymi w Gruzji, Mołdawii czy Rumunii.

Wtedy na wiecach TISZA pojawiły się symbole i hasła Rewolucji Węgierskiej 1956 roku. Najbardziej widoczne były flagi z okrągłą dziurą w środku. Gdy zaczęła się rewolucja ludzie wycinali z jedynych, dostępnych wtedy flag komunistyczny symbol umieszczony na środku, który był symbolem podporządkowania kraju Związkowi Radzieckiemu. A najczęściej skandowanym hasłem na ulicach węgierskich miast było “Ruszkik, haza!” czyli „Ruscy do domu!”. I teraz znowu takie flagi z dziurą oraz to samo hasło zdominowało wiece sympatyków rosnącej w siłę opozycji. Towarzyszyły im jednocześnie emblematy Unii Europejskiej, bo symboliczne wypędzanie „Ruskich”, było powiązane z demonstracją przywiązania do Zachodu i wartości, jakie zapisane są w dokumentach konstytuujących naszą Wspólnotę.

Zwycięstwo.

Przywołuję te przykłady, bo one doskonale pokazują, jak w warunkach autokracji, nierównej walki z rządem posiadającym całkowitą kontrolę nad tradycyjnymi środkami przekazu, można jednak wygrać! Jak ważne w świecie internetu, krótkich komunikatów, symboli, jest znalezienie tych, które zdobędą emocje i serca. 

I tak stało się coś, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się niemożliwe. TISZA w systemie wyborczym, który miał faworyzować FIDESZ, bo pod niego został prze reżim skrojony, zdobyła 141 mandatów, a 133 stanowi większość konstytucyjną! FIDESZ 52, a trzecia partia, która dostała się do parlamentu to skrajnie prawicowa Mi Hazánk – 6. Biorąc pod uwagę, że tak się stało przy 80-cio procentowej, rekordowej frekwencji, to Węgrzy mają nową ekipę rządzącą z największym w najnowszej historii mandatem społecznym. To dla niej wielki zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.

Poczucie ulgi

Dzisiaj Europa jest bez dwóch zdań węgierska. Węgrzy się wypowiedzieli. Wrócili na europejską ścieżkę. To zwycięstwo podstawowych wartości i chciałabym powiedzieć Węgrom: zrobiliście to znowu, wbrew wszystkim przeciwnościom, tak jak to zrobiliście w 1956 roku, kiedy odważnie stanęliście do walki. Tak jak to zrobiliście w 1989 roku, gdy jako pierwsi zaczęliście przecinać druty kolczaste, które rozdzielały nasz kontynent” – tak skomentowała dzień po wyborach ich wynik Ursula von der Leyen. W swoim oświadczeniu nawiązała do wspomnianego antykomunistycznego i anty-sowieckiego Powstania Węgierskiego oraz do lata 1989 roku, kiedy to ówczesne władze Węgier i społeczeństwo obywatelskie zaczęło demontować zasieki na granicy z Austrią. Przez te otwarte przejścia setki obywateli NRD mogło uciec na Zachód, przyspieszając proces erozji całego obozu komunistycznego, który zapoczątkowały czerwcowe wybory w Polsce.

Nadzieje, tak wyraźnie widoczne na twarzach dziesiątków tysięcy Węgrów podczas manifestacji 12 kwietnia w Budapeszcie, nie mogą zostać zawiedzione. Nowa ekipa o tym wie, że musi szybko pokazać efekty zmiany. Nie tylko tworząc nowy rząd, ale przede wszystkim szybko przywracając demokrację, rządy prawa, niezależne sądownictwo i media. Większość konstytucyjna powinna to ułatwić. Ale jeszcze ważniejsze będzie poczucie Węgrów, że coś się zmienia, poprawia w ich codziennym życiu, które w ostatnich latach naznaczone było widoczną biedą, gospodarczym zastojem, brakiem perspektyw, drożyzną. Najszybciej i najłatwiej będzie można uzyskać impuls poprawy przez szybkie uruchomienie zamrożonych od lat pieniędzy z różnych unijnych źródeł.

Impuls z UE

Na dzisiaj Węgry tracą około 10,4 mld euro z pożyczek w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (to to samo co nasze KPO), 7 mld euro z funduszy spójności i 16 mld euro z pożyczki SAFE przeznaczonych na obronność. Budapeszt płaci również 1 mln euro dziennie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za naruszenie unijnej polityki migracyjnej. Do tego należy dodać wstrzymane fundusze z programów Erasmus+ i Horyzont Europa….

Najpilniejszą sprawą jest uruchomienie około 10 miliardów euro z funduszy na odbudowę, które mają wygasnąć z końcem sierpnia. Wiadomo, że tego nie da się zrobić, więc trzeba znaleźć jakiś pomysł, pozwalający zyskać na czasie. Mówi się, że  rząd Magyara mógłby uzyskać zgodę, na łączenie pieniędzy z ichniejszego KPO z funduszem spójności. W praktyce oznaczałoby to szybkie wykorzystanie środków z KPO na dokończenie projektów już finansowanych z funduszy regionalnych. Na pewno Komisja Europejska we współpracy z nowym rządem zrobi wszystko, by jak najmniej pieniędzy przepadło.

Oczywiście rozpoczniemy współpracę z rządem tak szybko, jak to możliwe, będziemy rozmawiać o wszystkich sprawach, aby poczynić szybkie postępy z korzyścią dla Węgrów. Czeka nas dużo pracy, po tym jak Węgry wróciły na europejską drogę” – mówiła przewodnicząca Komisji w poniedziałek.  TISZA należy do Europejskiej Partii Ludowej, najsilniejszej rodziny politycznej w Parlamencie Europejskim, stąd nie dziwi postawa szefa EPL, Manfreda Webera, który wezwał do uwolnienia funduszy jeszcze przed zliczeniem wszystkich głosów na Węgrzech!

Ale są też tacy, którzy mówią, że nie powinno być żadnej zmiany, do czasu, gdy zobaczymy rzeczywiste reformy przywracające rządy prawa. Tu przypominają doświadczenie z Polski: obietnice były wiarygodne, ale ich spełnienie zostało zablokowane przez prezydenta. Mimo to fundusze UE zostały już wypłacone, co jest paliwem dla skrajnej prawicy, że nie chodzi o reformy, tylko o sympatie polityczne Komisji Europejskiej dla obozu władzy w danym kraju.

Ursula von der Leyen w tej sprawie na razie mówi tak: „Szybko nawiążemy kontakt. Jak przypomnimy sobie co Péter Magyar mówił podczas kampanii wyborczej, to widzimy, że jest to jasny wybór ścieżki proeuropejskiej. Także w jasny sposób zapewnił, że chce z nami współpracować we wszystkich ważnych dla obu stron sprawach. Dla mnie jest ważne, byśmy bardzo intensywnie zaczęli pracować z nowym rządem węgierskim w sprawie funduszy, które muszą zostać uruchomione wraz z przeprowadzonymi, koniecznymi reformami. Węgrzy na to wszystko zasłużyli”.

Już w miniony piątek w Budapeszcie pojawili się przedstawiciele Komisji Europejskiej. Pytana o cel ich misji rzeczniczka KE Paula Pinho mówiła: „Jeden z problemów jest oczywisty: zegar tyka. Czy będziemy mówić o pożyczce dla Ukrainy czy o pieniądzach z węgierskiego KPO, to zawsze mówimy o czymś, co jest w interesie zarówno Węgier i całej Unii. By osiągnąć sukces jak najszybciej zdecydowaliśmy się na te pierwsze, wstępne rozmowy, by mieć jasny obraz sytuacji i gdy rząd już powstanie będziemy mogli podejmować konkretne działania. W ten sposób nie marnujemy czasu”.  Widzimy, że w rozmowach Brukseli z Budapesztem będzie też podejście nowego rządu do innych, ważnych dla Wspólnoty spraw. Odblokowanie 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy jest dla naszej Unii strategicznie ważne i też pilne. Péter Magyar musi pokazać, że naprawdę jest na pokładzie. 

As w rękawie

Na razie pokazał coś, co ma kapitalne znaczenie dla dalszego losu Węgier i unijnych pieniędzy. Przedstawił wolę przyjęcia euro do 2030 roku! Wszyscy wiedzą, że to jasny komunikat: chcemy pogłębić naszą integrację ze Wspólnotą! András Kármán, ekspert ekonomiczny Partii TISZA twierdzi, że ta data wydaje się realna, choć by ją potwierdzić „przyszły rząd będzie musiał najpierw ocenić sytuację finansową kraju i przeprowadzić konsultacje z kluczowymi interesariuszami”. Dobrze wiemy, że tu nie wystarczy sama deklaracja czy wola polityczna, ale konieczne jest spełnienie określonych kryteriów, czyli uzyskanie stabilności cen, posiadanie zrównoważonych finansów publiczne, kontrolowanie inflacji i posiadanie stabilnego kursu walutowego.

Ale warto podkreślić też znaczenie samej deklaracji o chęci przyjęcia wspólnej waluty. András Kármán mówił w wywiadzie prasowym, że rozmawiał już na ten temat z prezesem banku centralnego Mihálym Vargą i że obaj panowie zgodzili się, że „wyznaczenie jasnego celu przyjęcia euro mogłoby pomóc obniżyć stopy procentowe, ustabilizować oczekiwania inflacyjne i stworzyć bardziej przewidywalne środowisko walutowe”. A tego wszystkiego Węgry dzisiaj bardzo potrzebują.

Pozostaje trzymać kciuki za powodzenie nowego rządu. To może mieć pozytywne skutki wykraczające poza granice Węgier. Zyskać może cała Unia Europejska, sama Polska, choćby w kontekście tak ważnej dla nas wojny w Ukrainie, odżyje być może Grupa Wyszehradzka, nawet przy eurosceptycznym kierownictwie w Czechach i na Słowacji. Może Cisa symbolicznie rozleje się na Europę osłabiając anty-unijne siły w Austrii, Niemczech, Holandii, Francji. Marzenia? Tak, ale jak widać czasem się spełniają!

Maciej Zakrocki

 

 

 

 

 

 

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL