Skup roszczeń – czy to jest właściwa droga?

07.10.2026

Kwestia oferowania konsumentom przez przedsiębiorców zakupu ich roszczeń wobec banków i instytucji kredytowych doczekała się wielu istotnych dla tej kwestii wypowiedzi. Dotyczących w szczególności okoliczności, które powodują, iż takie nabycie wierzytelności będzie skuteczne lub nie.

Nie analizując zatem samej możliwości nabycia przez firmę windykacyjną praw do niesłusznie pobranej prowizji, kosztów lub odsetek od udzielonego klientowi kredytu, kilka słów o zaobserwowanej przeze mnie praktyce orzeczniczej ujawniającej się na dalszym etapie – czyli dochodzeniu przez firmę windykacyjną od kredytodawcy roszczeń na drodze postępowania sądowego.

Sprawa zaczyna się od tego, że kredytobiorca sprzedaje swoje roszczenie wynikające z umowy kredytu konsumenckiego firmie specjalizującej się w windykacji i otrzymuje ustalone wynagrodzenie. Tu w zasadzie kończy się rola konsumenta, gdyż ciężar prowadzenia sprawy z kredytodawcą spada już na nabywcę wierzytelności. Dochodzi jednak czasami do sytuacji, gdy zbywca wierzytelności w toku toczącego się procesu sądowego staje przed sądem jako świadek w celu złożenia zeznań w zakresie okoliczności zawarcia umowy kredytu. W kilku znanych mi przypadkach zeznania te wskazywały jednoznacznie, że klient był zadowolony ze współpracy z udzielającym finansowania, wykonał w całości swoje zobowiązanie, uważa, iż koszty i odsetki nie były zawyżone, nie czuł się oszukany. Wręcz przeciwnie – po terminowej spłacie całości zobowiązania – zaciągnął następne u tego samego finansującego i również je spłaca. I również jest zadowolony ze współpracy. Co więcej – strony współpracują ze sobą od wielu lat. Dopytywany przez sąd kredytobiorca – świadek stwierdza, że swoje roszczenie sprzedał firmie windykacyjnej, bo ktoś znajomy wskazał mu to jako dodatkową możliwość pozyskania środków finansowych. Sąd uwzględnia w całości powództwo wytoczone przez firmę windykacyjną, przy czym nie znajduje w umowie łączącej kredytodawcę i kredytobiorcę wad formalnych. W szczególności umowa nie narusza przepisów ustawy o kredycie konsumenckim i nie można wobec niej zastosować sankcji kredytu darmowego z art. 45 ust. 1 tej ustawy. Sąd uznaje jednak, że koszty związane z kredytem – pomimo że mieszczą się w ramach limitów zapisanych w ustawie –  zastrzeżone na rzecz udzielającego kredyt są rażąco wygórowane i to jest zasadniczo podstawa rozstrzygnięcia.

Pozostaje ona dla mnie zaskakująca. Można przecież przypuszczać, że jeżeli dwie strony zawarły ze sobą umowę, wykonały ją w całości i po czasie oceniają taką współpracę jako dobrą, to jeżeli ta umowa i sposób jej wykonania nie krzywdzi nikogo trzeciego, nie ma potrzeby ingerowania w jej warunki. Nie ma potrzeby, gdy same strony z perspektywy czasu nie mają do siebie żadnych zarzutów wskazujących na obiektywnie niewłaściwe działanie drugiej strony. Trudno byłoby bowiem wyobrazić sobie orzeczenie identycznej treści, gdyby z roszczeniem wystąpił sam klient, a nie przedsiębiorca windykacyjny. Sam klient przecież zeznawałby w sposób sprzeczny z własnym żądaniem wyrażonym w pozwie.

Dylemat bardziej ogólny jest taki, czy ingerencja sądu może obejmować każdy stosunek zobowiązaniowy. Czy taka ingerencja w konkretną umowę jest usprawiedliwiona tylko dlatego, że stroną w postępowaniu cywilnym nie jest podmiot, który sam zawarł umowę? A może problem dotyczy samej istoty – nazwanej zbyt ogólnie „ochroną konsumenta”? Budowanie przez nabywców wierzytelności  modelu biznesowego bazującego na korzystaniu z praw „chroniących konsumenta” jest rzeczywistością. Otwarte pozostaje pytanie czy model ten powinien funkcjonować nadal, jeśli i sam konsument uznaje, że jego sytuacja ochrony nie wymaga.

Rafał Kołodziński
radca prawny

 

 

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL