
Nieformalne szczyty UE nie kończą się konkluzjami, ale często dają impuls do działań na poziomie Rady Unii Europejskiej, co pozwala na przyspieszenie procesów decyzyjnych. Tym razem szefowie państw i rządów mieli doskonałe warunki do pracy: lekka bryza od morza omiatająca marinę Ayia Napa na południowo-wschodnim wybrzeżu Cypru, na lunch tatar z dorady królewskiej, cielęcina z miejscowej farmy i pistacjowa tarta na deser. Ale niewiele ustalili, szczególnie jeśli chodzi o kolejny budżet Wspólnoty.
Ambitne cele
W liście datowanym na 14 kwietnia szef Rady Antonio Costa napisał do przywódców między innymi: Nasze nieformalne spotkanie Rady Europejskiej będzie miało podwójny cel: zajmiemy się trudną sytuacją geopolityczną i reakcją Europy na nią, a także przedstawimy wytyczne polityczne dotyczące prac nad Wieloletnimi Ramami Finansowymi (WRF) na lata 2028–2034, aby przygotować grunt pod porozumienie do końca tego roku.
Jeśli chodzi o cel pierwszy, to oczywiście dyskusja o skutkach wojny na Bliskim Wschodzie się odbyła, wszyscy wyrazili niepokój związany z rosnącymi cenami energii, a co za tym idzie problemami wewnątrz poszczególnych państw. Obywateli irytuje wzrost cen paliw, biznes martwi się o koszty produkcji, a ministrowie finansów o inflację. Tyle, że nadal to nie Unia jako Wspólnota może wpłynąć na dalszy przebieg wojny, jedynie kilka dużych państw jak Francja, Włochy czy Niemcy mogą podejmować działania dwustronne w kontaktach czy to z poszczególnymi rządami państw zaangażowanych w konflikt, czy partnerami prowadzącymi mediacje między walczącymi stronami, żeby wspomnieć Turcję lub Pakistan.
Ciekawym wątkiem dyskusji, ale też bez jakiegoś konkretu było niedawne zdarzenie, które dotyczyło gospodarza szczytu czyli Cypru. Na początku marca jeden z dronów wystrzelonych przez Iran w ramach akcji odwetowych po ataku USA i Izraela na Teheran, uderzył w bazę brytyjskiego lotnictwa na Cyprze, a dwa inne drony zostały tam przechwycone. Był to zatem atak na terytorium państwa członkowskiego UE, na dodatek sprawującego prezydencję w Radzie. Cypr nie należy do NATO, więc nie ma gwarancji zawartych a w art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Ale doskonale wie, że w art. 42. Ust.7 traktatu o UE jest równie silne zobowiązanie, że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dokładnie czytamy w nim, że „w przypadku gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą zbrojnej agresji na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków”.
Problem w tym, że nikt nigdy nie określił, co to w praktyce oznacza! Na czym taka pomoc ma polegać i co to znaczy: „przy pomocy dostępnych środków”. Już po szczycie Ursula von der Leyen mówiła: Traktat jasno określa „co” i bardzo wyraźnie mówi o obowiązku innych państw członkowskich wspierania potrzebujących. Traktat nie precyzuje „jak”. I to właśnie nad tym tematem intensywnie pracujemy dzisiaj. (…) Mamy bardzo dobry przykład w postaci Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, który funkcjonuje od 20 lat. Państwa członkowskie doskonale wiedzą, jak reagować. Każdy zna swoje obowiązki i zadania. Uruchomiona zostaje kaskada działań, która działa bardzo skutecznie. Jest jeszcze drugi element, który zaczęliśmy omawiać. Co dzieje się przed wejściem w życie klauzuli wzajemnej obrony, gdy nasilają się ataki hybrydowe, cyberataki, dezinformacja i manipulacje? Niestety, nie dowiedzieliśmy czy Rada Europejska zobowiązała instytucje do szybkiego opracowania obowiązującej w przyszłości metody postępowania w takich okolicznościach.
Cel drugi: WRF
Co do drugiego celu, jaki postawił Costa przed przywódcami też nie mamy dobrych wiadomości. Chodzi o kolejne Wieloletnie Ramy Finansowe (WRF) czyli budżet na lata 2028–2034. Przypomnijmy: 16 lipca 2025 roku Komisja Europejska przedstawiła projekt WRF w wysokości 1,76 bln euro (w cenach z 2025 r.). W cenach bieżących, które uwzględniają inflację, budżet może osiągnąć nawet 1,98 bln euro, co odpowiada 1,26% dochodu narodowego brutto (DNB) UE. Nowością jest bardzo ważny punkt: około 8,5% tej sumy ma pokryć spłatę długu zaciągniętego na postcovidowy fundusz Next Generation EU. Taką sytuację mamy po raz pierwszy, bo po raz pierwszy w historii Wspólnota zaciągnęła dług. A 8,5% to bardzo dużo i należy o tych pieniądzach „zapomnieć” dzieląc pozostałą część na poszczególne „polityki”.
Na dodatek pojawiły się wydatki, których w przeszłości nie było, żeby tylko wspomnieć o potrzebach związanych z obronnością. Mamy znowu sytuację, kiedy to wszyscy oczekują, że „Unia na wszystko da”, a rządy państw tworzących tę Unię wcale się nie kwapią, by zasilić wspólną kasę wyższymi składkami. Bo to one decydują o wielkości budżetu, bowiem głównym źródłem dochodów budżetu UE są właśnie składki państw członkowskich – stanowią one, ponad 90% i są wyliczane w oparciu o 1% dochodu narodowego brutto (DNB) i podatku VAT pobierane od każdego kraju. Mamy też niewielkie dochody własne w postaci ceł nakładanych na przywóz towarów spoza UE czy wpłaty wyliczone w oparciu o odpady opakowaniowe z tworzyw sztucznych niepoddane recyklingowi.
I tu pojawia się znany od lat schemat: Komisja Europejska mając świadomość pojawiających się ciągle nowych wydatków proponuje zwiększenie budżetu, choćby z 1,1% DNB na 1,26%. Parlament Europejski, w końcu wybierany przez ludzi kładzie na stole jeszcze bardziej obfitą ofertę: tym razem 1,27% DNB UE czyli w pieniądzach będzie to 1,78 bln euro (w cenach stałych z 2025 r., 2,01 bln euro w cenach bieżących). To więcej o 175,11 mld euro w porównaniu z wnioskiem Komisji. We wtorek 28 kwietnia prawdopodobnie to stanowisko do dalszych negocjacji z rządami i Komisją, Parlament przyjmie w głosowaniu w sali plenarnej.
Sceptyczni skąpcy
Cześć rządów, zwanych czasem w Brukseli jako „frugals” czyli „skąpcy” mówią nie. Zazwyczaj tłumaczą to koniecznością wydawania więcej u siebie w kraju i kłopotem politycznym, jak przedstawić wyborcom informację, że zapłacimy więcej do wspólnej kasy kosztem wydatków krajowych. Dowodzą też, że można lepiej, mądrzej wydawać unijne pieniądze, bo często jest tak, że niektóre projekty nie są ostatecznie realizowane. Przy takiej postawie wraca idea zwiększenia dochodów własnych. Skoro składek nie podnosimy, a chcemy mieć więcej pieniędzy na więcej polityk, to pozwólmy na dofinansowanie budżetu z innych źródeł. Jak wspominałem już mamy podatek od plastiku. To działa od początku 2021 roku i polega na tym, że do masy odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych, które nie są poddawane recyklingowi, stosuje się jednolitą stawkę poboru w wysokości 0,80 euro za kilogram. Zebrana kwota w obecnym budżecie stanowi niecałe 5% całości. Teraz pojawiła się propozycja, by tych źródeł dochodów własnych było więcej.
Na liście znalazły się:
– Podział dochodów z ETS: 30% dochodów z istniejącego unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS) trafiałoby do budżetu UE.
– Podział dochodów z CBAM: 75% dochodów z granicznej opłaty za wjazd towarów, przy produkcji których wyemitowano określoną ilość dwutlenku węgla byłoby także przekazywane do budżetu UE.
– Opłata za odpady elektroniczne: Opłata w wysokości 2 euro za kilogram niezebranego sprzętu elektrycznego i elektronicznego.
– Akcyza na wyroby tytoniowe: 15% dochodów z minimalnej stawki podatku od wyrobów tytoniowych.
– Zasoby korporacyjne dla Europy (CORE): Nowy roczny ryczałtowy wkład od firm o obrocie netto przekraczającym 100 milionów euro w skali roku, podzielony na cztery poziomy (od 100 tys. do 750 tys. euro).
Negocjacyjny marazm
Czy i co z tego przejdzie w dalszym procesie negocjacji? Trudno powiedzieć, bo w zasadzie żadnych negocjacji nie ma. Minęło 9 miesięcy od prezentacji propozycji Komisji, a różne rozmowy ekspertów budżetowych w Brukseli utknęły w martwym punkcie z powodu sporów technicznych i braku jasnych stanowisk rządów w wielu kluczowych kwestiach. Poza tym jest w kilku stolicach spore grono przeciwników rozszerzania listy źródeł własnych dochodów, bo to oznacza więcej władzy na poziomie Komisji Europejskiej, która jest dysponentem takich dodatkowych pieniędzy. Dopóki rządy „dają na Unię”, dopóty to one są w tej wspólnotowej grze najważniejsze.
W każdym razie Antonio Costa nalegał, by bez zwłoki wziąć się do poważnej rozmowy, gdyż i jemu i nie tylko jemu zależy na zakończeniu negocjacji do końca tego roku. Okazało się, że 2 godziny na Cyprze poświęcone tej sprawie żadnego impulsu nie dały. Powodem są …. wybory.
Tu ciekawy jest przypadek Francji. W maju przyszłego roku zakończy się prezydentura Emanuela Macrona. Zgodnie z sondażami kolejnym prezydentem będzie Jordan Bardella przewodniczący Zjednoczenia Narodowego, a więc ugrupowania eurosceptycznego, przeciwnego zwiększania unijnego budżetu. W związku z tym jedni dowodzą, że trzeba śpieszyć się z rozmowami o budżecie UE i rzeczywiście zamknąć ten temat do końca roku, bo w przyszłym Bardella narobi kłopotów. Ale inni dowodzą – też mając na uwadze te wybory – że trzeba poczekać, bo szczodry budżet, a co za tym idzie wysoka składka Francji osłabi szanse kandydata sił proeuropejskich (nie wiadomo, kto to będzie) w walce z szefem Zgromadzenia Narodowego. Klasyczne: i tak źle i tak nie dobrze.
A my?
Polsce powinno zależeć, by porozumienie było szybko, a budżet hojny. Nie tylko liczymy, że znowu będziemy największym biorcą, ale że też łatwiej zrealizujemy nasze priorytety związane przede wszystkim z obronnością, jak i tradycyjnymi politykami czyli spójnością i polityką rolną. Dobra wiadomość od obecnej ekipy rządzącej przed naszymi wyborami na jesieni przyszłego roku także politycznie się przyda.
A jak to się zakończy? Odwołam się do słów Antonia Costy na zakończenie szczytu: „Nasza dyskusja dostarczyła ważnych wskazówek dotyczących dalszych działań. Do dyskusji na temat WRF powrócimy w czerwcu, w oparciu o pierwszą propozycję z danymi liczbowymi przygotowaną przez prezydencję cypryjską”. A Ursula von der Leyen mając świadomość, że rzeczywiście szybkie, ambitne decyzje przekładają się na konkretne efekty dodała: „Kolejny budżet UE jest kluczowy dla naszego programu konkurencyjności. Może on zmniejszyć ryzyko inwestycyjne i przyciągnąć kapitał prywatny. Jeśli weźmiemy pod uwagę InvestEU, to ma on 26 miliardów euro gwarancji, a wystarczyło to na uruchomienie 300 miliardów euro prywatnych inwestycji. Dzięki budżetowi możemy finansować strategiczne priorytety w realnej skali europejskiej i wspierać reformy, które uczynią Europę lepszym miejscem do inwestowania”.
Wieloletnie Ramy Finansowe na koniec wymagają jednomyślnej zgody państw, oraz zgody Parlamentu Europejskiego. Nie wróży to łatwych negocjacji i szybkich decyzji. Ale trzeba się starać, nawet jeśli rozmowy o pieniądzach są trudne….
Maciej Zakrocki







