Spór o poprawkę

13.07.2026

Komisja Europejska (KE) co roku przygotowuje sprawozdania, w których szczegółowo ocenia proces przystosowywania się  państw kandydujących do UE do unijnych standardów. Dobrze pamiętamy naszą drogę i olbrzymi wysiłek Polski, by uczynić z naszego kraju państwo gotowe do wejścia do tego elitarnego klubu. Tak jest też dzisiaj, a w miniony wtorek Parlament Europejski dyskutował nad sprawozdaniem Komisji o Ukrainie. Polscy parlamentarzyści wykorzystali tę okazję do wniesienia na to forum sprawy rozliczenia się Ukrainy z trudną przeszłością.

Jak to działa?

Cała historia wyglądała tak. Komisja Europejska przygotowała w końcu ubiegłego roku „Sprawozdanie na temat Ukrainy 2025”, w którym opisała wszystkie reformy podjęte przez Kijów dostosowujące państwo do unijnego modelu. Żeby Ukraina mogła wstąpić do Unii, musi przyjąć tzw. acquis communautaire czyli dorobek prawny UE.  Obejmuje to wszystkie traktaty założycielskie, akty prawne oraz orzeczenia przyjęte w Unii Europejskiej. Komisja ocenia też na bieżąco funkcjonowanie państwa kandydującego i jak coś odbiega od naszych standardów, reaguje. Tak było na przykład rok temu, kiedy to rządzący Ukrainą przyjęli prawo uzależniające organy antykorupcyjne – Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAP) – od Prokuratora Generalnego.

Komisja Europejska zagroziła wtedy wstrzymaniem wszelkiej pomocy finansowej dla Kijowa, w tym z Instrumentu na rzecz Ukrainy (Ukraine Facility). To samo miało się tyczyć funduszy z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, a także z systemu ERA (instrumentu udzielania Kijowowi pożyczek, zabezpieczonych odsetkami generowanymi przez zamrożone rosyjskie aktywa, oraz od Europejskiego Banku Inwestycyjnego). Ostrość tej reakcji, a także protesty w samej Ukrainie ze strony organizacji pozarządowych spowodowały, że 31 lipca 2025 roku Rada Najwyższa Ukrainy przegłosowała wycofanie się z tych decyzji.

W każdym razie gdy takie sprawozdanie jest już gotowe, zostaje przesłane do Parlamentu Europejskiego, który ma przygotować swoje stanowisko wobec dokumentu KE. Pracuje się nad im w Komisji Spraw Zagranicznych (AFET), a „temat” prowadzi poseł sprawozdawca. W tym przypadku został nim Michael Gahler, polityk niemieckiej chadecji. Już na etapie prac w komisji posłanki i posłowie mogą zgłaszać swoje uwagi, poprawki, a sam poseł sprawozdawca zwany tutaj „rapporteur” uzgadnia z tzw. „shadow rapporteur” tekst końcowy. Ci „sprawozdawcy-cienie” to osoby specjalizujące się w jakimś temacie wytypowani do pracy nad danym dokumentem przez grupy polityczne, w jakich są posłowie. To jak w polskim sejmie kluby parlamentarne. Gdy końcowy tekst zostaje przegłosowany w ramach komisji „idzie” na posiedzenie plenarne i po debacie jest głosowany przez cały parlament.

Pomysł „polskiej” poprawki.

Zanim do głosowania dojdzie, dalej możliwe jest dołączanie do dokumentu poprawek. I tu wracamy do naszej historii. Mniej więcej 2-3 tygodnie przed zaplanowanym głosowaniem w sali plenarnej, polscy reprezentanci wpadli na pomysł, by do rezolucji wstawić poprawki odnoszące się do głośnego sporu polsko-ukraińskiego, do jakiego doszło po decyzji prezydenta Wołodymira Zełeńskiego o nadaniu jednej z formacji wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Celów tej idei było kilka. Chciano przybliżyć europejskim politykom dramatyczną historię sprzed 83 lat i w ten sposób wyjaśnić, o co toczy się spór między Warszawą i Kijowem. Po drugie założono, że skoro władzom Ukrainy tak bardzo zależy na otwieraniu kolejnych „klastrów” w negocjacjach akcesyjnych, to może pod wpływem presji ze strony Parlamentu Europejskiego, wycofają się one z decyzji o upamiętnianiu zbrodniarzy. Był też cel trzeci – jak to mówimy – „skierowany do wewnątrz” czyli własnych elektoratów i pokazanie, która partia w Polsce jest najostrzejsza w żądaniach pod adresem Ukrainy.

Poprawki PiS-u

I tak posłanki i posłowie z Prawa i Sprawiedliwości chcieli, by poprawki zawierały:

  • Jednoznaczne wskazanie ludobójstwa: w poprawce europosłowie wprost podkreślili, że Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) jest odpowiedzialna za zbrodnię ludobójstwa popełnioną na Narodzie Polskim.
  • Liczbę ofiar i podkreślenie, że byli to bezbronni obywatele: w treści poprawki wskazano liczbę ofiar – ponad 100 000 zamordowanych Polaków oraz, że większość ofiar stanowiły kobiety i dzieci.
  • apel o przeprowadzenie ekshumacji: poprawka wzywała Ukrainę do potępienia ideologii UPA, uznania masowych zbrodni oraz podjęcia natychmiastowych działań w celu przeprowadzenia ekshumacji i zapewnienia godnego pochówku ofiarom tych zbrodni.
  • Sprzeciw wobec kultu sprawców: polscy europosłowie ostro potępili fakt, że osoby odpowiedzialne za te masakry – w tym Stepan Bandera, Roman Szuchewycz i Dmytro Klaczkiwski – są obecnie na Ukrainie uznawane za bohaterów narodowych.

Pomysły ze strony posłanek i posłów z Konfederacji szły jeszcze dalej, ale z powodu braku „zdolności koalicyjnych” nie miały szans na praktyczne wejście do gry.

Poprawka Halickiego”.

Największe możliwości działania i znalezienia dla danego pomysłu większości, która taką poprawkę poprze ma w Parlamencie Europejskim Koalicja Obywatelska (KO), która należy do najliczniejszej grupy politycznej czyli Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Szef delegacji KO Andrzej Halicki  przygotował łagodniejsze w treści poprawki niż te zaproponowane przez PiS i zaczął „pielgrzymować” do różnych delegacji krajowych w swojej grupie, ale też w innych. Te długie rozmowy powodowały, że trzeba było jeszcze bardziej łagodzić tekst, by potem w głosowaniu poprawka przeszła. Czasem chodziło o to, by usunąć słowo „ludobójstwo” w kontekście wydarzeń na Wołyniu i zastąpić je słowem „masakra”. Albo, że parlament nie „potępia” decyzji prezydenta Zełeńskiego z tą nazwą „Bohaterowie UPA”, ale że „ubolewa”.

Może to dla kogoś wydawać się mało istotne, ale jednak dobór słów w takiej rezolucji jest ważny, bo w końcu chodzi w niej o uzyskanie pożądanego efektu. Jeśli dla „rappourtera” Michaela Gahlera i jego niemieckich kolegów w EPL ważne jest, by konflikt polsko-ukraiński łagodzić, a nie nakręcać, jeśli podobnie myślą Hiszpanie czy Włosi, to trzeba było iść na kompromisy, by na końcu poprawka „przeszła”. I tak powstał tekst, który w całości cytuję:

Parlament Europejski przypomina swoje uprzednio przyjęte stanowisko w sprawie Rzezi Wołyńskiej, ubolewa nad niedawną niepotrzebną i niesprowokowaną eskalacją spowodowaną przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego polegającą na nadaniu elitarnej jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii); ubolewa, że zwłaszcza w świetle niezachwianego wsparcia Polski dla Ukrainy w walce z rosyjską agresją zaniedbano fakt, że kwestia ta jest delikatna i bolesna dla polskiego społeczeństwa w kontekście szacowanej na wiele dziesiątków tysięcy liczby ofiar UPA i ich rodzin; uważa, że decyzja ta szkodzi stosunkom dobrosąsiedzkim oraz wcześniejszym wysiłkom na rzecz rozwiązania nierozstrzygniętych i bolesnych aspektów dwustronnych stosunkach historycznych w duchu prawdziwego i szczerego pojednania, a także nie jest zgodna z wartościami europejskimi; wzywa do deeskalacji i wznowienia wysiłków w dobrej wierze na rzecz pojednania”.

Nie ma tu zatem niczego z elementów, które akcentował PiS. Nie ma liczby 100 000 pomordowanych, nie ma słowa „ludobójstwo”, nie ma nic o ekshumacjach, nie ma nazwisk odpowiedzialnych za zbrodnie. I w związku z tym zrobiła się „wewnątrz-polska” awantura oraz wzajemne oskarżenia.

Debata przed głosowaniem.

Podczas debaty nad całą rezolucją wspomniany Andrzej Halicki mówił ostrzej, niż wynikałoby to z „jego” poprawki. „Niezbędne jest poszanowanie (przez Ukrainę – przyp. M.Z.) wspólnych europejskich wartości, bo nie można we Wspólnocie gloryfikować tych, którzy opierali swoją przeszłość, swoją aktywność na walce z mniejszościami, na działaniach o charakterze ludobójczym. Jeżeli przypominamy ten fakt jako Parlament Europejski, przypominamy to po to, by jeszcze raz powiedzieć jedno przesłanie: to wy wybieracie swoją przyszłość. Ale jeżeli chcecie być we Wspólnocie, musicie szanować te wartości, które opisane są w art. 2, i rzeczywiście promować to, co jest naszą wspólną europejską zasadą. Nie ma miejsca na gloryfikowanie zbrodniarzy.

Michał Dworczyk z PiS w swoim wystąpieniu określił jako „absolutnie nieakceptowalną” decyzję o nadaniu elitarnej jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imienia bohaterów UPA oraz przypomniał, że nie może być zgody na gloryfikację organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne, takich jak UPA, SS „Galizien”, batalion „Nachtigall” czy batalion „Roland”. Zaapelował o jednoznaczne potępienie ideologii UPA oraz przeprowadzenie pełnych ekshumacji i godny pochówek wszystkich ofiar. „Prawda historyczna nie jest przeszkodą dla pojednania ani dla drogi do Europy. Wręcz przeciwnie – jest jej fundamentem” – podkreślił.

A Adam Bielan podkreślił, że „w Unii Europejskiej nie ma miejsca dla czcicieli morderców spod znaku UPA” i że nie można milczeć wobec gloryfikacji organizacji odpowiedzialnej za zamordowanie ponad 100 tysięcy Polaków oraz przedstawicieli innych narodowości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.  Dodał, że przeciwnikiem pozostaje Rosja, a jego apel nie jest wymierzony w naród ukraiński, lecz w politykę władz Ukrainy. Przypomniał, że współczesna Ukraina ma bohaterów walczących od 2014 roku z rosyjską agresją i to oni powinni być symbolem państwa, a nie sprawcy zbrodni. „Jeśli Ukraina chce zostać częścią naszej wspólnoty, musi odrzucić kult UPA, a nasz sojusz musi zacząć opierać się na historycznej prawdzie i wzajemnym szacunku” – powiedział.

Głosowanie.

Na koniec jednak, jak to w każdym parlamencie doszło do głosowania. Żadna poprawka złożona przez PiS nie uzyskała większości! Za „poprawką Halickiego” zagłosowała olbrzymia większość – 592 osoby! Należy podkreślić, że po przegraniu w głosowaniach własnych propozycji, delegacja PiS-u niemal w całości podniosła ręce za „poprawką Halickiego”. Warto zastanowić się czy lepiej było złagodzić ten tekst i go mieć w rezolucji, czy trwać przy swojej racji i przegrać? Nie podjąłbym się dokonać takiej oceny, gdybym nie trafił na analizy zrobione przez Res Futura Data House. Z jednej strony wynika z nich, że aż 88 proc. komentujących w internetowych dyskusjach przyjęte stanowisko PE oraz reakcję polskiego rządu uważa je za stanowczo za słabe. Ale bardzo ciekawe są analizy z Ukrainy. Otóż po przyjęciu rezolucji przez PE „Kijów nie podjął ani jednej nowej eskalacji symbolicznej, a media przeszły z rejestru godnościowej konfrontacji do proceduralnego odnotowywania sporu. Pauzę komunikacyjną przypieczętowało pierwsze od kryzysu orderowego spotkanie Prezydenta Zełenskiego z Prezydentem Nawrockim do którego doszło dokładnie w dniu głosowania, z komunikatem “zagrożenie mamy jedno i wspólne: to Rosja”. Skala zjawiska została nawet policzona. „Dzienna temperatura ukraińskiej komunikacji wokół Polski spadła z 68,3 tys. do 15,5 tys. interakcji, czyli o 77%, i już nie odbiła”.

Można zatem ostrożnie uznać, że warto się oczywiście politycznie spierać o poprawki, ale na koniec trzeba napisać taką, którą większość poprze, bo osiągamy wtedy cel. Jak w tym przypadku.

Maciej Zakrocki

 

 

COPYRIGHTS BCC
CREATED BY 2SIDES.PL